Sztuko, Quo Vadis?

Marinca Abramovic's “The Artist is Present” (2010) at MoMA (image via zimbio.com)

Marinca Abramovic’s “The Artist is Present” (2010) at MoMA (image via zimbio.com)

Jest 19.00. Siedzę wygodnie przed komputerem, relaksując się po pracy. Obok stoi kieliszek wina a mężczyzna mojego życia załatwia sprawy wagi rządowej (czyt. zabija zombie w grze internetowej) <Left 4 Dead 2″ polecam – Adrian:-)> Cudownie – przyszedł czas na przeglądanie internetów. Koty, koty, Siwiec i Pietrasińska pokazały swoje wnętrzności, jeszcze więcej kotów, artystka wymiotuje na Lady Gagę, samolot Malaysia odnal… ale, że jak kto wymiotuje? Wracam do artykułu o najsławniejszej „piosenkarce” dzisiejszych czasów (boże, czemu ich dożyłam?!). Otóż tytuł posta wcale nie jest kiczowatą prowokacją. Marnując cenne minuty swojego życia zagłębiam się w „treść” i szczegóły artykułu oraz oglądam zamieszczone video z koncertu. I zamieram. Czas się zatrzymuje a ja razem z nim. Po wszystkich gołych piersiach, tyłkach i innych częściach ciała w teledyskach, po wszystkich głupich zdjęciach i filmikach w internecie myślałam, że nic nie będzie mnie już w stanie zszokować.

Jak bardzo się myliłam.

Haftowanie

Poznajcie proszę Mille Brown. Millie ma 27 lat i jest „artystką”. Od 2005 roku wymiotuje na płótno kolorowymi płynami tworząc swoje „dzieła”. Nie zgadniecie! – każde jej dzieło jest improwizowane (seriously?). Skąd wiem o jest „artyźmie”? Otóż Lady Gaga zaprosiła ją na swój koncert, w trakcie którego Millie Brown bez żadnego zażenowania wychyliła całą butelkę fluorescencyjnego płynu po czym całą zawartość…zwróciła na piosenkarkę, która ani przez chwilę nie przestała śpiewać. Podobno Gaga tym sposobem chciała zwrócić uwagę na problem zaburzeń jedzenia u młodych ludzi. Ja widzę tylko marną prowokację, nic więcej. Sztuko, Quo Vadis?

link do „twórczości” artystki: http://milliebrownofficial.tumblr.com// Przepiękne obrazy, nieprawdaż?

Bo generalnie mam to w d….

Uff przeszliśmy przez zwracanie tego i owego, jednak jak wiadomo kij zawsze ma dwa końce. Skupmy się na tej drugiej części ciała a mianowicie – moi mili – na pupie. Dla wszystkich wrażliwych bądź spożywających posiłek – proszę nie klikać w poniższy link. Otóż jesienią 2006 w Głównym Centrum Sztuki Współczesnej w portugalskim mieście Porto, pod przewodnictwem Fundacji Serralves odbyła się galeria fotografii…odbytu. Nie mam pojęcia co autor miał na myśli wystawiając „Ojo del Culo” i błagam nie każcie mi się dowiedzieć. Co najciekawsze nie mam pojęcia co pokierowało ludzi przychodzących do galerii – równie dobrze można troszkę pogimnastykować się z lusterkiem…wyjdzie na to samo.
Sztuko, Quo Vadis?

http://www.macorisserie23.com/Blog/exposicion-de-arte-en-portugal-llamada-ojo-del-culo-vea-las-fotos.html

Performance

Będąc jeszcze na studiach kulturoznawczych miałam za zadanie przygotować prezentację o twórczości „wielkiego” artysty Maurizio Catellan’a. Jest to włoski rzeźbiarz i twórca instalacji artystycznych, który niejednokrotnie spotykał się ze sprzeciwem i oburzeniem ze strony widowni (jego dzieła były wielokrotnie niszczone). Artysta chętnie posługuje się autoparodią, a jego dzieła przyjmują formę obrazoburczych żartów.

Pracując nad materiałami co raz bardziej nie rozumiałam zachwytu krytyków (i mojego profesora) nad jego twórczością. Przecież najłatwiej jest wzbudzić zainteresowanie widza kontrowersją i przekraczaniem granic. Czy idąc tym tropem nazwiemy Panią Pietrasińską artystką gdyż zszokowała wszystkich pokazując swoje nagie genitalia na jednej z uroczystych gali?
Po raz kolejny: Sztuko, Quo Vadis?

Poniżej mała dawka dzieł Maurizio Catellan’a


Wróćmy jednak do określenia performance – jest ono niezmiernie intrygujące. Według starej, dobrej wikipedii Performance to nic innego jak:

(„z ang: przedstawienie, wykonanie) – sytuacja artystyczna, której przedmiotem i podmiotem jest ciało performera w określonym kontekście czasu, przestrzeni i własnych ograniczeń. Artysta występujący przed publicznością jest zarówno twórcą jak i materią sztuki.”

Nie chce być ironiczna (no dobrze, chce być) – dla mnie osobiście pod zwrotem „performance” może znaleźć się dosłownie wszystko:

Jesteś otyłym japończykiem, który ma potrzebę pokazania światu swoich genitalii? No problemo! Od teraz jesteś artystą.

Japoński artysta Seiji Shimoda

Japoński artysta Seiji Shimoda

Zapuściłaś włosy pod pachą? Nie marnuj się sama przed lustrem! Bądź artystką – zrób z tego performance.

fot. Dariusz Śmigielski. Artystka: Whitney Lafleur

Zrobiłaś dużo kompotu, którego nie ma kto pić? Jest Ci smutno i nie masz innego zajęcia? Nie ma sprawy, znamy rozwiązanie! Przelej go do kilkunastu szklanek, postój chwilkę a wszyscy nazwą Cię artystką.

artystka: Christina Georgiou. Photograph by Eleftheria Kalpenidou.

artystka: Christina Georgiou. Photograph by Eleftheria Kalpenidou.

Twój mąż nie pozmywał naczyń. Ty przesoliłaś zupę. Macie ochotę na siebie pokrzyczeć? Spoko, tylko nie zapomnijcie zrobić tego przed kamerą – sukces artystyczny gwarantowany.

Tak wiem, że wszystko mocno spłyciłam. Tak wiem, że do każdego z powyższych „dzieł” są dopisane wyniosłe idee. Szanuje ludzi, którzy widzą w tym sztukę, ja jej niestety nie widzę. Nie widzę różnicy pomiędzy oddaniem stolca na środku metra a powyższymi przykładami. Nie rozumiem jak obraz namalowany wymiocinami można nazwać sztuką, którą określamy również Mona Lisę – dzieło wymagające wielu godzin pracy i precyzji malarza.

Po prostu nie rozumiem – Sztuko dokąd zmierzasz?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *