„Siedzę na ławce przy piwie i trawce”

Dzięki popularnemu konkursowi o wdzięcznej nazwie „Eurowizja” moja babcia nie ma pojęcia czym jest rap, ale dobrze wie kim jest Donatan. Nie wie, że:

 „(…)Zastanawiać się to rozkminiać
Sztuka to świnia, muka to kiła
Przyglądać się to obcinać(…).” 

ale dobrze wie, że:

„(…)My Słowianki wiemy, jak użyć mowy ciała.
Wiemy, jak poruszać tym, co mama w genach dała(…).

Nastąpił pewien przełom. To na pewno.

rap1

Wyobraźmy sobie szare blokowiska. Słońce przyjemnie grzeje w twarz, gdzieś w tle stoi zardzewiały trzepak, po prawej ławka w parku, a obok niej zgnieciona puszka z napisem „Lech”. Grupka chłopaków w szerokich spodniach, bez świetlanych perspektyw życiowych czy też bogatych rodziców postanawia przelać swoje frustracje na papier. Trudne dojrzewanie, problemy rodzinne, patologia, brak zrozumienia – słowa przychodzą same. Długopis jak zaczarowana różdżka porusza się płynnie po papierze zostawiając ślady po kolejnych wyrazach przepełnionych bólem, złością, ale i nadzieją – na lepsze jutro. Za flaszkę wódki wynajmują jakąś norę w pobliskim bloku służącą za „profesjonalne studio”. Pod płynny bit, wyrzucają z siebie kolejne słowa i nagrywają kolejne kawałki. Kaseta magnetofonowa z prędkością światła zdobywa popularność na osiedlu. Nie jest to trudne – bo tutaj, pomiędzy szarymi, wysokimi blokami każdy czuje to samo. Frustrację.

Rap od tamtych, pamiętnych lat 90′ przeszedł ogromną metamorfozę. Nigdy nie będzie już taki sam. Kiedyś nie było pieniędzy – była miłość do muzyki i nadzieja na lepsze jutro. Bez środków i profesjonalnego sprzętu tworzono kawałki – legendy o niesamowitym klimacie, które do tej pory wywołują dreszcze na ciele. Dziś są pieniądze, lepsze możliwości, wytwórnie płytowe i marki odzieżowe, a także nieodzowne wrażenie braku pasji. Nie twierdzę, że obecny rap jest kiepski – po prostu jest inny. Eurowizja jeszcze bardziej przypomniała mi o tej przemianie, a dzisiejszy post jest hołdem ku staremu, dobremu, oldschoolowemu rapowi.

Moja prawdziwa przygoda z hip hopem zaczęła się dwa lata temu. Oczywiście jeżeli sięgnąć pamięcią czasów podstawówki miałam fazę na Eminema oraz powtarzałam pod nosem „Ciemno już, zgasły wszystkie światła, ciemno już, noc nadchodzi głuuchaa…”, ale to nie było to. Musiało minąć parę dobrych lat, abym zrozumiała czym i o czym jest prawdziwy rap. Gdy tylko posmakowałam bitów, słów, luźnego stylu bycia –  przepadłam od razu. Od samego początku zakochałam się w niesamowitej swobodzie i wolności wyrzucanych do mikrofonu zdań. Dołóżmy do tego klimat warszawskiego osiedla – kolebki, w której zaczynał swoją karierę jeden z najpopularniejszych polskich raperów, przesiadywanie na ławkach do późnych godzin z ludźmi z niezbyt ciekawą przeszłością, dojrzewanie i wszystko nagle zaczyna układać się w całość – rap stał się tłem życia nie tylko mojego, ale również moich znajomych. Dawał ukojenie, usprawiedliwiał, a także  był „przyjacielem” w trudnych chwilach.

Każdy – bez wyjątku – posiada w swoim repertuarze piosenkę, która przywraca wspomnienia o danej osobie, momencie, chwili czy też etapie życia. Jest w niej coś magicznego, przywołującego konkretne uczucia czy też emocje, które towarzyszyły nam dawno, dawno temu. Można powiedzieć, że ja posiadam cały soundtrack. Soundtrack, który towarzyszył mi w krótkim acz intensywnym momencie mojego życia. Na ten moment nie ze wszystkiego jestem dumna, wiele rzeczy zrobiłabym inaczej, a o pewnych sytuacjach z tego okresu wolałabym zapomnieć. Jednak gdybym miała szansę przeżyć życie jeszcze raz, chciałabym aby znalazł się w moim „scenariuszu”. Z perspektywy czasu jedno wiem na pewno – przesiadywanie na ławce wciąga, ale trzeba na nie uważać – można przycupnąć na niej na chwilę, ale nie na całe życie.

Poniżej przedstawiam mój prywatny „soundtrack” towarzyszący mi przez kilka intensywnych miesięcy życia. Dodam, że soundtrack nie był przyjaźnie przyjęty przez moich domowników (uważam, że całkiem niesprawiedliwie ;). Mamo – oni nie „mówią”, a „rapują”. I czasem całkiem do rzeczy…poniżej postaram się to udowodnić. Subiektywnie uważam również, że są to perełki rapu. Enjoy

1. Grammatik – Każdy ma chwile

"(...)Każdy z nas ma te chwile
Gdy się do ciebie modli Boże
Razem z przyjaciółmi, pomóż
W odwadze przed następnym krokiem pomóż
I daj schronienie jak w rodzinnym domu
I cicho cię proszę chroń przed ścieżką ciemną(...)"

2. Pezet Noon – Nie jestem dawno

"(...)Wiesz kochanie 
Może ty ze mną razem znikniesz 
Mogę pokazać ci coś więcej niż pieprzony hajs 
Pokazać ci to miejsce wcale nie daleko tak 
Im jest trudniej, ciężej, jestem bliżej 
I tylko twój uśmiech, pcha mnie do przodu(...)"

3. Flexxip – List

"(...)Odbiorcą tego listu jesteś ty czyli ja dużo młodszy, 
drzemie w tobie jeszcze nienawiści i pasji odczyn 
powód tego listu masz by cię ostrzec, dowód to instruktaż 
te sytuacje są już dla mnie dużo prostsze, pisze bo to jakby standard 
wiec szybko otwórz te kopertę jest tego warta(...) "

4. Grammatik – Nie ma skróconych dróg

"(...)Kolejny wieczór narzekasz, ale nie masz podstaw 
Przegrałeś, jeśli dupa do tej ławki ci przyrosła 
I nie wstaniesz jeśli dalej będziesz ślepy 
Starczy wiek ci zostanie i mentalność mazepy(...)"

5. Pezet Noon – Refleksje

"(...)Po co ludzie są przy nas i po co my jesteśmy przy nich
Kto z kim trzyma i kogo możesz mieć przy sobie
Prosty finał, jakie to uczucie gdy zawodzi człowiek(...)"

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *