Patrzę w lustro i nie lubię tego co widzę…

…a raczej – nie lubiłam.

Zawsze gdy opowiadam swoim znajomym o czasach gdy jako 8 letnia dziewczynka byłam klopsikiem (a raczej klopsem) widzę wielkie oczy, strach i niedowierzanie, po czym spokojnie czekam na standardową kwestię „TY?! To niemożliwe, każdy był kiedyś pulchniejszy jak był dzieciakiem – potem się wyrasta”. Otóż nie, ja nie byłam „pulchnym” dzieciakiem. Byłam toczącą się kulką, zajadającą się słodkościami i późnymi kolacjami. Byłam toczącą się kulką, która w głębi duszy czuła, że coś jest nie tak, że pomimo braku uszczypliwości ze strony znajomych nie lubi swojego „opakowania”. I nadszedł czas aby to zmienić.

Vgu1RUfKT3WN1ZYxSWaR_14672519443_13d8873062_k

Do chwili obecnej nie mogę sobie wytłumaczyć skąd u 8 letniego dzieciaka wzięła się aż tak wielka motywacja do działania i walki. Z dnia na dzień skończyły się słodycze, a cztery solidne kanapki zostały zastąpione pomidorkami z jogurtem. Do tego obowiązkowo – trzy razy w tygodniu – zajęcia taneczne na których ta mała dziewczynka robiła po 90 brzuszków i wychodziła tak czerwona, że mama autentycznie zastanawiała się czy nie wzywać lekarza. Lecz to wszystko było niczym w porównaniu ze stoczoną walką z jej własną babcią, która kompletnie nie potrafiła zrozumieć jej działania. „Zagłodzisz się na śmierć!”, „Przecież musisz jeść słodycze!”, „Wpadniesz w anoreksję!” (do której bagatela – było jej baaaardzo daleko). Pomimo tych wszystkich przeszkód walczyła dalej, aż osiągnęła swój wymarzony cel.

Dlaczego o tym wspominam? Otóż ostatnio natknęłam się na artykuł Krzysztofa Majaka „Gdy widzę grubych ludzi jest mi ich żal ,który „poruszył tłumy”. Sam tekst nie wzbudził we mnie żadnych emocji – byłam toczącą się kulką, więc wiem co autor miał na myśli. Przede wszystkim wiem, że nie miał nic złego na myśli. Osobiście uważam, że w żaden sposób nie obraził ludzi otyłych, a zwyczajnie wyraził swoje zdanie na ten temat (ba! nawet sam był kiedyś gruby). Jednak to nie sam tekst wzbudził u mnie wewnętrzną bulwersację a komentarze pod nim. Zawsze, ale to zawsze przysięgam sobie, że nie będę czytać wywodów i kłótni innych ludzi w internetach, ale pokusa jest silniejsza…No i masz babo placek, przeczytałam jeden to jedziem ze wszystkimi. Wlepiam oczy w ekran, czytam te głupoty, kolejne minuty mojego cennego życia uciekają a ja czuję, że ogarnia mnie coraz większa frustracja. Modlę się aby Adrian nie wszedł do pokoju bo rzuce w niego kapciem. Uff nie wszedł więc czytam dalej. Po 20 minutach odrywam się od monitora i nie wierze…że ludzie są aż tak tępi.

Większość komentarzy pod artykułem to przepełnione pokładami nienawiści usprawiedliwienia…ludzi grubych. Nie zostawili na biednym Krzysiu suchej nitki, tylko dlatego że wyraził swoje zdanie. 

„Nawet jeśli ktoś tyje bo je za dużo, ma tragiczną dietę i wcale się nie rusza, wciąż uważam że to jego problem a nie Autora:) Przeczytałam tekst drugi raz i znowu uśmiałam:)” Jut Wprzód
 
„Myślisz, że dokonałeś czegoś wielkiego? Pastwisz się nad otyłymi, jakbyś posiadł jakąś niebywałą mądrość.” Janusz Kułak
 
„Nikt nie krytykuje aktywnego trybu życia, ale nie bez powodu otyłość jest ściśle powiązana z biedą, a biedni ludzie często *nie mają czasu*, żeby poświęcić go na przygotowanie obiadu, ani pieniędzy, żeby zapewnić sobie 5 porcji warzyw i owoców dziennie. Czipsy są tańsze i bardziej zapychające, niż jabłka, zapiekankę można kupić w biedronce po drodze z pracy, albo w drodze po dzieci. Jeśli nie stać cię na nianię, musisz sama jakoś wypełnić czas dzieciakom i wykwintne posiłki nie idą z tym w parze.” Marta Paciorkowska
 

To zaledwie garstka z tysiąca oburzonych osobników zawzięcie walczących nie wiadomo o co.  Uważają, że słowo „grubas” jest wielce obraźliwe, ale „chudzielca” można już używać do woli. Podają idiotyczne agrumenty w stylu „biedni ludzie nie mogą się zdrowo odżywiać a chipsy są tańsze i bardziej zapychające”. Bitch please. O czym my mówimy? Chipsy są tańsze? Od kiedy? Na prawdę nie trzeba mieć mnóstwa pieniędzy na zdrowe odżywianie czy uprawianie sportu. Nie masz kasy na karnet? Idź na spacer do parku, albo pobiegaj trochę – to nic nie kosztuje. Wszystko i tak na końcu sprowadza się tylko i wyłącznie do jednego – chęci. Gdyby Ci wielcy komentujący poświęcili choć połowę swojej negatywnej energii na bieganie zamiast wypisywanie głupot w internetach na bank straciliby zbędne kilogramy.

Tak, ja wiem – niektórzy ludzie są otyli z powodu choroby, ale większość najzwyczajniej w świecie zajada się słodkościami i nie rusza tyłka z kanapy. Krzysztof Majak jest dumny ze swojego osiągnięcia i dzieli się nim ze światem, aby zmotywować tłumy. Niestety uzyskuje zupełnie odwrotny skutek. Nie rozumiem czemu. Serio. Wiem co to znaczy borykać się z nadwagą i wiem ile wysiłku trzeba włożyć aby zrzucić zbędny balast. Wiem co znaczy szczęście przy kolejnej, mniejszej cyfrze na wadze i znam uczucie zwycięstwa gdy patrzę w lustro i lubię to co widzę. Tak, jestem szczęśliwsza i czuję się atrakcyjniej w wadze piórkowej. Czy to źle?

108H

0 thoughts on “Patrzę w lustro i nie lubię tego co widzę…

  1. Może i nie byłem kulką. Może i nie byłem gruby, ale miałem nadwagę. Próbowałem zrzucić mniej jedząc, ale najwięcej schudłem uprawiając sport. Potem odpuściłem i muszę pamiętać, że jak nie będę trzymał diety i się ograniczał, to mogę wrócić do starej wagi.

    Temat ten jest dosyć popularny w życiu ludzi XXI wieku. Prawie każdy z nim się zmagał, zmaga się lub będzie. To jest problem ludzi.

    Czemu jedzenie sprawia taką trudność w przeciwieństwie do innych nałogów? Jeść musimy każdego dnia żeby żyć. Problem pojawia się jak jemy za dużo, źle jemy, lub nie patrzymy co jemy.

    Widząc grubych ludzi, nie neguję ich, po części rozumiem. W dużej mierze jest to uzależnione od środowiska w którym się wychowujemy i… rodziców. Nawyki żywieniowe najczęściej po nich odziedziczamy. W końcu codziennie mamy z nimi kontakt do pewnego czasu. Gdybym żył sam, z pewnością był schudnął, bo jestem leniwy i nie chce mi się przyrządzać jedzenia. Co innego jak mama, bądź babcia ugotują. Ciężko odmówić, a wciąż jesteśmy upominani, że nic dziś nie jedliśmy.

    Patrząc na rodziny w miastach widać to doskonale. Szczególnie za granicą, na zachodzie, gdzie odsetek ludzi otyłych jest zdecydowanie większy niż w Polsce.

  2. To prawda. Mogę nawet pokusić się o stwierdzenie, że walka z otyłością jest jedną z najtrudniejszych – bo walczymy ze sobą. A jedzenie jest niestety (albo stety) bardzo przyjemne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *