Jak być chamem: na koncercie

Kiedy w końcu skończyłam czyścić swoje podeptane buty, wyprałam oblaną piwem kurtkę i uspokoiłam nieco skołatane nerwy, pomyślałam „No nie wytrzymie i napiszę o tym posta!”

Obmyślałam mnóstwo strategii i taktyk jak dotrzeć do Waszych niekontrolowanych ruchów, wszędobylskich rąk rozlewających piwo oraz pleców szerokości szafy trzy drzwiowej, które w idealnych momentach zasłaniają mi pole widzenia. I wiecie co? Postanowiłam, że napiszę poradnik „Jak być chamem”. A co! Zakazy, upomnienia i prośby nie działają, to może w drugą mańkę zadziała? Przewodnik będzie istną czarą goryczy do której systematycznie będę wlewać kolejne zażalenia, a dla Was moje drogie niekulturalne człowieki małą lekcją rozpoznawczą najgorszych grzechów tego świata, w miejscach publicznych.

1. Pan tu nie stał

Człowiek stoi sobie spokojnie z browarkiem w ręku, w miejscu na które polował dobre pół godziny. Przydeptuje nogą delikatnie ziemię na znak własności i gdyby mógł – postawiłby znak „teren prywatny”. Bierze łyk zimnego piwka i z niesmakiem wspomina szaleńczą gonitwę, gdy to niczym maniakalny myśliwy, węsząc i rozglądając się łapczywie szukał odpowiedniego terenu do osiedlenia.  Polował, sapał, dyszał – aż w końcu znalazł – jest i ona! oaza pośród pustyni, rolls royce pośród miejscówek, upragnione eldorado – trochę tłoczno acz dystans indywidualny zachowany, wielkoludy zasłaniające scenę niezidentyfikowane, osobniki pod wpływem – w bezpiecznej odległości. Głęboki wdech…i wreszcie można rozkoszować się dźwiękami płynącymi ze sceny. Twoja lewa stopa zaczyna delikatnie wystukiwać rytm, dochodzi do tego prawa ręka i lekki skręt głowy…oo! jest i bioderko…jest cudowni…..NAGLE mrok przed oczami, ciemność i nic nie widzisz. Przepraszam – widzisz – WIELKI ŁEB zasłaniający cały otaczający Cię świat, a już na pewno najistotniejszy w tym momencie jego element – scenę. Ciśnie Ci się na usta hasło uruchamiające maszynę w seksmisji i niczym je pomyślisz osobnik stoi niecałe 5 cm przed Tobą. W przeciągu dwóch najbliższych minut jesteś w stanie zidentyfikować jakiego proszku do prania używa, co jadł wczoraj na obiad i czy ma problemy z łupieżem. Nosz k…. mać ludzie, za Waszymi plecami też toczy się życie!

2. Człowiek sprężyna

Kiedy już otrząsnąłeś się po niezwykle intymnych chwilach z „Pan tu nie stał” i znalazłeś kolejną odpowiednią miejscówkę – uważaj ponieważ możesz zostać zaatakowanym przez człowieka sprężynę. Możesz śmiać się, ale sprawa jest dość poważna – szczególnie dla ofiary zdarzenia.

Człowiek sprężyna to niebezpieczne połączenie „Pan tu nie stał” z wulkanem energii. O ile pierwszy wariant po prostu pełni rolę ściany wybudowanej tuż przed Twoim nosem, drugi wariant jest o wiele bardziej ruchliwszy – a co za tym idzie – bardziej niebezpieczny. Sprężyna bowiem pojawia się znikąd i gdy tylko usłyszy pierwsze dźwięki ze sceny zaczyna ochoczo skakać na wszelkie możliwe kierunki świata – wschód, zachód, południowy wchód – i nim się obejrzysz z prędkością światła dotrze na południe, gdzie stoisz TY. A gdy nadejdzie ta chwila wiedz, że będzie no mercy dla Twoich wypolerowanych, kościołowych pantofelków. Człowiek sprężyna działa bowiem bezwględnie i swój akt zbrodni na Twoich palcach popełni wielokrotnie, kompletnie nie zadając sobie trudu ze słowem „przepraszam”. Bądź przygotowany również na wersję żeńską, która posiada dodatkowy atrybut – wyjściowy kuc. W tym przypadku zostaniesz zbombardowany z dwóch stron – po stopach i twarzy.

3. Chluuśniem bo uśniem!

I tu sytuacja jest trochę bardziej skomplikowana. Chluśniem bo uśniem zawiera bowiem wszelkie najgorsze połączenie tego świata: sprężynę (dzięki bogu w zwolnionym tempie), pan tu nie stał, darcie ryja, przypływy miłości do swoich kompanów, ale także i fale agresji. Atrybut obowiązkowy: kubek wypełniony ulubioną złocistą ambrozją, którą o zgrozo wymachuje na prawo i lewo, niczym ksiądz na święceniu. Nie licz na to, że ominie Cię ten chrzest – czuj się pobłogosławiony i pokornie udaj się w poszukiwaniu kolejnego spokojnego miejsca, niczym świętego graala.

4. Poszukiwacze zaginionej Arki

SW_Zak+Suhar-2

Poszukiwacze zaginionej Arki rozpoczynają swoją działalność w samym środku koncertu –  w momencie kiedy pod sceną zaczyna zdecydowanie brakować wolnego miejsca (o świeżym powietrzu nie wspominając). Czując się jak sardynka w puszce, dziękujesz Bogu, że obok Ciebie stoją znajome ciała, które wydobywają z siebie dobrze znane Ci wyziewy alkoholowe. Śmieszkujesz z kumplami, jarasz się koncertem jak płomień w ognisku i krzyczysz im do ucha pełne entuzjazmu hasła. Jest totalnie zajebiście. Jednak gdy po raz kolejny zbliżasz się do ich twarzy, między Wami wyrasta poszukiwacz, totalnie depcząc Twój dystans indywidualny. Rozglądasz się z niedowierzaniem w okół siebie i nie czaisz jakim cudem wepchnął swój wielki łeb między Waszą dwójkę. Przeganiasz szybko skojarzenia z akcją porodową i zszokowany, bezwarunkowo ustępujesz mu miejsca. I to był wielki błąd. Tworzysz lukę – niczym rozstąpienie morza czerwonego, z którego wylewa się cała armia poszukiwaczy zaginionej Arki. Weselny wężyk przy tym to pikuś – oni wędrują całymi pielgrzymkami. Twoja szansa na zszycie rozdartej dziury jest nikła, więc niczym potulny piesek z utęsknionym wzrokiem patrzysz na kumpla i już wiesz, ze jesteś skazany na samotność do końca koncertu.

5. But first – let me take a selfie!

Zmęczony walką z przedstawicielami kultury niskiej stoisz spokojnie z podkrążonymi oczami, wsłuchując się w ostatnie takty koncertu. Twoje stopy bolą – o całym ciele nie wspominając. Próbujesz zebrać myśli, gdy nagle BACH – błysk flesha oślepia Cię na kilka sekund, pozostawiając po sobie totalną ciemność. Zanim pozbierasz myśli, leci druga salwa – tym razem Ci się udało. Patrzysz przed siebie i widzisz wyciągnięte ręce z najnowszym ajfonem w górze. Zastanawiasz się czy ostatnio zasłynąłeś z czegoś wyjątkowego, pojawiłeś się na pudelku czy może chociaż po pijaku wystawiłeś gołego pośladka na widok publiczny. No nic z tych rzeczy, aż tak pijany nie byłeś. Drapiesz się po głowie i zamiast skupić się na kunszcie artysty zastanawiasz się  dlaczego u licha te laski przed Tobą robią Ci zdjęcie?! Trybiki działają i pukasz się w głowę – no tak selfie. Tylko dlaczego cholera jasna z każdej możliwej perspektywy, strony, kątu, kadru, poziomu loda i dokładnie co dwie minuty?

Wzdychasz głęboko, obracasz się na pięcie i mamrocząc pod nosem „za moich czasów…” udajesz się do swojego mieszkania, dziękując w duchu, że ta farsa właśnie dobiegła końca.

 

0 thoughts on “Jak być chamem: na koncercie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *