„Zjawa” – przepustką do Oskara?

Zawsze uśmiecham się delikatnie pod nosem, gdy po wspólnym seansie filmowym przychodzi moment oceny obejrzanej produkcji na filmwebie. Nigdy nie jest to pochopna czynność robiona pomiędzy zakładką z facebookiem a rozmową telefoniczną. Wystawiona punktacja jest niczym przepustka do lepszego żywotu danego filmu, a każda ocena powyżej 7 wymaga chwili stosownego zawahania – „Czy aby na pewno film zasługuje na 8 czy 9?!”. Gdy już wszystkie za i przeciw zostaną wewnętrznie przedyskutowane a brak możliwości wystawienia „połówek” kilkukrotnie przeklęty, stawiamy kursor na wybranej cyferce i bach – klamka zapadła – produkcja została należycie oceniona.

Jednak warto wspomnieć, że raz na długi, długi czas, przychodzi taki moment, gdy bez chwili wahania kierujemy kursor na ponętną  „10”, tym samym mianując obejrzany film arcydziełem. Najwyższa ocena oznacza jedno – film jest kompletny i genialny pod każdym względem: gry aktorskiej, fabuły, charakteryzacji, udźwiękowienia oraz scenerii. Wszystko razem tworzy niesamowity klimat, który nigdy nie pozwoli nam o sobie zapomnieć.

Taka właśnie jest najnowsza produkcja Alejandro González’a pt. „Zjawa”.

611057_1.1

Już od pierwszych minut spędzonych ze zwiastunem „Zjawy” dobrze wiemy jaki jest główny cel tworzenia tego typu produkcji. Pobłyskujący Oscarek, umieszczony gdzieś tam w otchłaniach Akademii Filmowej, czeka niecierpliwie na ciepłą rękę Leonarda Dicaprio, która przytuli go do jego owłosionej klatki piersiowej. Choć możemy śmiać się z niefortunnego losu Leo, mogę pokusić się o stwierdzenie, że „Zjawa” w której zdecydował się zagrać główną rolę, będzie najlepszym filmem 2016 roku, a jego szansa na przygarnięcie Oscarka wzrosła do maksimum. Dlaczego tak uważamy?

Sposób kręcenia

Dokładnie po 6 minutach od włączenia filmu, pojawiła się pierwsza scena walki, która dosłownie wcisnęła nas w kanapę. Płynna praca kamery, ograniczenie liczby cięć do minimum, mroczny klimat – to wszystko pozwoliło widzowi przebywać w centrum wydarzeń. Ciągłe podążanie za szklanym okiem kamery stworzyło natomiast okazję do przeskakiwania pomiędzy różnymi akcjami walki dziejącymi się w tym samym czasie. Całe pole walki przypominało jeden, wielki chaos, którego specyfikę znał tylko i wyłącznie sam reżyser, występujący w roli niewidzialnego mentora. Po skończonej scenie złapaliśmy się na wstrzymywaniu oddechu i z szybkością światła, doszliśmy do wniosku że najbliższe dwie godziny będą ucztą dla naszych oczu.

O tym jak bardzo się nie myliliśmy, dała o sobie znać słynna scena z niedźwiedziem. O człowieku! Obecna technologia pozwoliła González’owi stworzyć pięciominutowe ujęcie walki człowieka z potężnym zwierzęciem w taki sposób, z jakim nie spotkaliśmy się nigdy wcześniej. Realizm i towarzyszące mu emocje, sprawiły, że wielokrotnie miałam ochotę odwrócić głowę od ekranu, dokładnie w taki sam sposób jak robię to oglądając National Geographic. Minuty dłużyły się nieubłaganie, a gdy już myśleliśmy, że zwierzę przestanie pastwić się nad swoją ofiarą, „zabawa” rozpoczynała się od nowa. Ciarki na plecach gwarantowane. Wielki ukłon w stronę reżysera i montażysty złożony.

611070.1

Przygotowanie do roli

Jakiś czas temu przeglądając niechlubnego pudelka, natrafiłam na jedno z gorszych zdjęć Leo jakie widziałam w swoim życiu. Po cudownym Jacku z Titanica zostało mniej więcej tyle samo co ze statku: ogromny brzuch, zaniedbana broda  i wygląd zapuszczonego menela. Po obejrzeniu „Zjawy” mogę śmiało połączyć wątki i  powiedzieć „I can see what you did here”. Dicaprio jest profesjonalistą, w pełnym tego słowa znaczeniu – przygotowując się do roli, pomimo bycia wegetarianinem jadł surowe mięso, nauczył się strzelać z muszkietu i rozpalać ogień a także mówić w dwóch rdzennych językach (Pawnee i Arikara).

Jednak poświęcenie złożone produkcji dotknęło nie tylko głównego aktora a całą ekipę. Reżyser zdecydował bowiem, że film  zostanie nakręcony tylko i wyłącznie w towarzystwie naturalnego światła. Takie postanowienie wydłużyło czas pracy nad filmem do 9 miesięcy, gdyż każda ze scen musiała być kręcona chronologicznie. Sporym utrudnieniem były również warunki pogodowe – topniejący śnieg i zbliżające się wielkimi krokami lato, umożliwiło pracę nad filmem w Kanadzie i zmusiło przeniesienie się ekipy do południowej Argentyny, gdzie panowały podobne „zimowe” warunki pogodowe.

611040_1.1

To czy było warto – zdecydujcie sami. Opinie znajomych są mocno podzielone – niektórzy twierdzą, że film jest nudny i monotonny, inni, że jest arcydziełem. My należymy do grupy drugiej i zgodnie twierdzimy, że Zjawa jest filmem ponadczasowym. Jest to ten rodzaj produkcji, gdzie fabuła zostaje zepchnięta na drugi plan przez piękne widoki, sposób kręcenia czy też grę aktorską w której nie potrzeba zbyt wielu słów. 

Tym samym mocno trzymamy kciuki aby błyszczący Oscarek znalazł swoje przytulne miejsce na jednej z domowych półek Pana DiCaprio. 

 

0 thoughts on “„Zjawa” – przepustką do Oskara?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *