Macierzyństwo – nie chce o nim wiedzieć, aż tyle. Wybacz.

sand-summer-outside-playing-large

To miała być rodzinna, relaksacyjna niedziela. Choć na ogół jesteśmy sceptycznie nastawieni do wszelkiego rodzaju tworów bez glutenowo-vegowo-wegańskich, z uśmiechem na twarzy przyjęliśmy zaproszenie rodziców do jednej z najpopularniejszych restauracji typu wege. 

Ja wiem – mogliśmy się domyślać.

Uzbroić w cierpliwość.

Nie iść w niedzielę.

Wybrać inne miejsce.

Ale pech chciał, że znaleźliśmy się tam w najbardziej zatłoczonej godzinie świata. Dodajcie do tego brak klimatyzacji, w parze z którą idzie pot cieknący po Waszym tyłku i już wiesz, że to nie będzie rodzinna, relaksacyjna niedziela. Jednak upał i tłok był tylko czynnikiem rozpoczynającym kulę śnieżną otaczających nas niepowodzeń. Pierwsze z nich pojawiło się 10 minut po otrzymaniu upragnionego posiłku. Kiedy przeżuwałam kolejny kęs całkiem niezłego tofu, moim oczom ukazała się ogromna, nabrzmiała pierś, od której przed chwilą oderwał się wrzeszczący niemowlak. Cycek był prezentowany bardzo dumnie, wręcz krzycząc do wszystkich: „patrzcie na mnie jaki jestem duży, oo przepraszam ulało mi się troszkę mleczka z mojego kolegi sutka!”. Warto dodać, że właścicielka tegoż biustu była równie dumna z przebiegu spraw i ani przez chwilę nie myślała, aby zakryć swoją nagość niesamowitym wynalazkiem, jakim jest tetrowa pielucha. Sytuacja trwała dobrych parę chwil, a ja nie mogłam oderwać wzroku od krzyczącego cycka. Ha! Nie będę już nawet wspominać o Adrianie, który nie wierząc w to co widzi zapomniał rzuć swojego jedzenia. Uwierzcie mi – nie należę do zbyt wrażliwych osób, ale autentycznie odechciało mi się konsumować dalszą część mojego posiłku. 

I teraz dochodzimy do tego momentu gdzie nastaje huurrr durrr wszystkich zagorzałych matek, które niczym jeden mąż twierdzą zgodnie, że: PRZECIEŻ TO JEST NATURALNE. Tak, drogie Panie – zgadzam się, jest naturalne. Tak samo jak puszczanie bąków, bekanie czy też oddawanie stolca. Jednak przebywając w miejscu publicznym jakim jest restauracja, warto pamiętać, że jest to lokalizacja, którą dzielimy z innymi ludźmi. Ludźmi, którzy chcą w spokoju zjeść swój posiłek, nie oglądając nagich cycków na prawo i lewo. To, że przy Twojej piersi znajduje się niemowlak, nie daje Ci prawa do negliżu. Jeżeli naga pierś jest naturalnym zjawiskiem w miejscu publicznym, to mam rozumieć, że ja również mogę siedzieć z gołym cyckiem, tylko że bez niemowlaka? Ciekawa jestem, czy nie miałabyś nic przeciwko gdyby Twój mąż się na niego gapił. Bo przecież to jest takie naturalne…

I teraz wjeżdża kolejny argument, niczym kula wystrzelona z armaty: BO TY NIE JESTEŚ MATKĄ, TO NIGDY TEGO NIE ZROZUMIESZ. Nie jestem, ale kiedyś będę. To, że nie mam w tym momencie instynktu macierzyńskiego, nie oznacza, że nie chcę mieć dzieci w przyszłości. To, że nie reaguje na bobasy z ohami i ahami nie oznacza, że w przyszłości sama nie będę karmić piersią. Oczywiście, że będę, ale na pewno nie przy wszystkich. Macierzyństwo to przepiękna sprawa, którą chcę dzielić pomiędzy siebie i mojego męża. Jeżeli przed dzieckiem nie pokazywałam nikomu piersi, to tak samo nie chce pokazywać ich po ciąży. Jest to intymna chwila, która jest nasza, a nie wszystkich ludzi dookoła, którzy niekoniecznie oceniają ją w kategorii pięknych przeżyć. 

Dodajmy do tego fakt, że przy naszym stole siedziała moja mama, która kiedyś karmiła piersią i jej poziom oburzenia był dokładnie taki sam jak mój, a nawet większy. W jej czasach zakrywanie się pieluchą tetrową było zupełnie normalnym zjawiskiem i żadna kobieta nie pozwalała sobie na tego rodzaju negliż. 

Pozwalanie na wszystko

Ok, przebrnęliśmy przez temat karmienia piersią, zatem konsumujmy dalej nasze jedzenie w ciszy i spokoju. Eee, że w czym?! To, że idziecie do restauracji i wydajecie spore pieniądze, wcale nie oznacza, że będziecie mogli w spokoju zjeść obiad. Przegryzając kolejny kęs tofu, nie możemy zebrać swoich myśli, ponieważ dzieciak przy stoliku obok wali z całej siły łyżką w blat. Dobra, wiadomo, że dziecko to nie dorosły i może walnąć dwa razy zanim zwróci się mu uwagę, ale dzieciak wali już tą łyżką 10 minut, a siedzący nad nim rodzice po prostu się przekrzykują, nie zważając na to, że inni ludzie mają obijany mózg dźwiękiem, przypominającym wbijanie gwoździa młotkiem. Nasza irytacja sięga granic możliwości, a wisienką na torcie okazuje się być dzieciak, którego ojciec posadził na stole. Nie wierząc w to co się dzieje dookoła, rozglądamy się za jakąś informacją czy może to nie jest przypadkiem restauracja połączona z placem zabaw. Nie znajdując odpowiedzi na nurtujące nas pytanie, płacimy za rachunek i uciekamy gdzie pieprz rośnie, powtarzając w myślach: Co się stało z dzisiejszymi rodzicami?! person-human-child-girl-large

Ale wiecie – nie jestem matką, więc się nie znam, dlatego też odsyłam do artykułu, który napisała mama dwójki dzieci: Dzieci w Restauracji

Dziecko może wypróżniać się wszędzie.

Ostatnio natrafiłam na intrygujący artykuł pt. Dziwna wojna w parku. Właściciele psów do matek: „Sprzątajcie po swoich dzieciach!” . W pierwszym momencie zaśmiałam się pod nosem, ale kiedy dotarłam do końca publikacji, w mojej głowie pojawiły się setki obrazów dzieciaków z gołym tyłkiem. I żeby sprawa była jasna – po raz kolejny powtarzam: zdaję sobie sprawę z tego, że dziecko to nie dorosły. Potomek nie ma jeszcze możliwości planowania swojego harmonogramu toaletowego i na ogół zachciewa mu się w najmniej oczekiwanym momencie. Rozumiem – trzeba działać od razu, tylko, że może niekoniecznie w miejscu w którym dokładnie się znajdujemy. Może warto przejść te parę kroków dalej, schować się za krzaczkiem. Od małego uczyć dziecko, że nie można paradować z gołym tyłkiem po mieście. Tymczasem coraz częściej spotykam się z wysadzaniem dzieciaka tuż przy chodniku, dwa kroki od metra w którym jest toaleta czy też przed samym sklepem, gdzie ludzie robią zakupy. Na miłość boską Wy i wasze dziecko nie jesteście pępkiem tego świata, pomyślcie choć przez chwilę, że inni ludzie mogą być zniesmaczeni takim widokiem. 

Jestem matką czyli przestałam być kobietą, kochanką, córką. pexels-photo-64263-large

Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach „intymność” jest tylko nic nieznaczącym wyrazem w słowniku. Erotyzm, seks czy ogólnodostępna pornografia stały się chlebem powszednim, więc przyszedł czas na coś zupełnie nowego – pokazywanie prawdziwego macierzyństwa. Nie tego z pięknych, stockowych zdjęć, gdzie mamusia przytula się z tatusiem, a pośród nich uśmiecha się uroczo szczęśliwy bobasek, ale macierzyństwa tego brudnego, „prawdziwego” i ciężkiego. Nowoczesna matka pokazuje swój brzuch po ciąży ze wszystkimi rozstępami, relacjonuje trudy porodu, uwieczniając swoje łożysko, robi zdjęcia zmasakrowanej piersi. Czuje się przodowniczką nowych trendów, odkrywczynią tego co nigdy wcześniej nie zostało odkryte, staje się artystką XXI wieku, gdy tym czasem obdziera się doszczętnie ze swojej intymności. W moich oczach jest egoistką, która tak na prawdę nie myśli o swoim dziecku, które kiedyś dorośnie i zostanie wyśmiane przez kolegów odkrywających te zdjęcia w internecie. Zapomina, że jest żoną, której ciało – owszem, wiele przeszło – ale powinno nadal być ciałem, które pokazuje tylko swojemu mężowi. Zapomina, że jest córką, której ojciec niekoniecznie chce być świadkiem jej „prawdziwego” macierzyństwa. Zapomina, że przestała być sobą a stała się matką. Matką „prawdziwą” w której nie zostało nic z jej dawnego „ja”. 

Na dowód powyższego wrzucam odnośnik do artykułu, który przekroczył granicę mojego dobrego smaku, jednocześnie motywując do napisania tego posta.  „Matka pokazuje fizyczną stronę macierzyństwa”

W bardzo dziwnych czasach żyjemy.

To co w życiu najcenniejsze – intymność, macierzyństwo, seks – wywlekamy na zewnątrz, pozwalając innym ludziom oceniać nasze najbardziej emocjonalne chwile, które powinny zostać ukryte głęboko w domowych, rodzinnych pieleszach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *