Warszawa da się lubić (Muzea)

13730765_1380708588613213_955716141_o

W naszym przypadku porównanie Warszawy do starszego rodzeństwa jest jak najbardziej adekwatne. Przed wyjazdem do Anglii szczerze jej nie lubiliśmy – tłumy pędzących ludzi, parę mizernych wieżowców nieśmiało wzbijających się ku niebu, jedna linia metra, śmierdzące podziemia i nieklimatyzowane autobusy przyprawiały nas o mdłości. Narzekaliśmy dosłownie na wszystko – a to Wisła za brudna, starówka za mała, beznadziejni politycy, ludzie niemili. Jak widać było milion powodów, aby wyjechać stąd na zawsze.

Na szczęście, tak jak w przypadku starszego rodzeństwa – Warszawę doceniliśmy dopiero wtedy, gdy straciliśmy ją z zasięgu wzroku. Po powrocie do stolicy, zaczęliśmy patrzeć na to miasto zupełnie z innej perspektywy. Zaczęliśmy rozumieć jego przeszłość i powiązane z nią konsekwencje. Starówka przestała być za mała, gdy naszym oczom ukazały się zdjęcia Warszawy zrównanej z ziemią w 44′, a liczba wieżowców całkowicie wytłumaczalna.

13711502_1380708601946545_739844691_o

Obecnie jesteśmy dumni z tego miasta i zaskoczeni tempem zmian wprowadzanych na przestrzeni dosłownie kilku lat. Odremontowany Dworzec Centralny przestał być zbiegowiskiem podejrzanych typków, wchodząc do podziemi nie musimy już zakładać maski przeciwgazowej, centrum zyskało kilka dodatkowych, szklanych wieżowców a do pierwszej linii metra dołączyła druga. Powstało mnóstwo nowych ścieżek rowerowych a wraz z nimi stacje Veturilo. Zaczęliśmy jeździć Uberem, Pałac Kultury został upiększony kolorowymi światłami, wyremontowano Okęcie i wybudowano Stadion Narodowy. Kurde! Mogłabym tak wymieniać całą noc – a to nie wszystko! Wiele zmian jeszcze przed nami, wystarczy tylko zerknąć na lewy brzeg Wisły, gdzie za jakiś czas pojawią się reprezentacyjne bulwary Wiślane. Warszawa żyje pełną piersią i to widać na każdym kroku.

Nadrabiając zaległości sprzed lat, postanowiliśmy systematycznie poznawać Warszawę z punktu widzenia turysty, a nie mieszkańca. Takie myślenie, pozwoliło nam wyjść po za standardowe schematy i odwiedzić miejsca, które do tej pory nie znalazły miejsca w naszym codziennym harmonogramie.

Zwiedzanie rozpoczęliśmy od powrotu do lat szkolnych, gdzie jako kilkunastoletnie dzieciaki smętnie dreptaliśmy od jednego eksponatu do drugiego, kompletnie nie rozumiejąc zachwytu przewodników.

Muzeum Techniki i Przemysłu

To istna podróż w czasie! W muzeum znajdziecie wszystko czego dusza zapragnie – od aparatów fotograficznych, po maszyny drukarskie, pralki, komputery, motocykle, kończąc na historii górnictwa. Jest to istna mieszanka wszystkich otaczających nas przedmiotów codziennego użytku (i nie tylko), które są zgrabnie podzielone na kategorie i przedziały czasowe.

13720416_1380708591946546_1622404623_o

w Muzeum możemy zobaczyć przekrój kultowego „Malucha”

Muzeum znajduje się w Pałacu Kultury, a początek jego istnienia sięga 1929 roku. Niestety placówka nie przetrwała II wojny światowej i została reaktywowana dopiero w 1952 roku. Spacerując po obszernych salach muzeum mamy nieodzowne wrażenie zatrzymania się tego miejsca w czasie. Skrzypiąca stara, drewniana podłoga, amatorsko wydrukowane opisy eksponatów, niszczejące przedmioty czy brak interaktywnych elementów muzeum, gorzko przypominają o braku środków na modernizację tego miejsca. Choć wszystkie te elementy dodatkowo podkreślają klimat wystawy, ze smutkiem stwierdzamy, że muzeum powinno wyglądać zgoła inaczej, co na pewno przyciągnęłoby większą liczbę turystów.

Podkreślenie istoty problemu przypieczętowała wiadomość o możliwej likwidacji placówki, którą znalazłam podczas przygotowywania tego posta. Na stronie głównej (mtip.pl) Muzeum informuje, że od 1 stycznia 2016 roku zostało pozbawione środków na prowadzenie działalności, a co za tym idzie Zarząd Pałacu Kultury z powodu zaległości czynszowych wypowiedział im umowę. Jest to równoznaczne z możliwością całkowitej likwidacji placówki i rozproszeniem kolekcji, której nie da się ponownie zgromadzić. Gorąco trzymamy kciuki, aby tak się nie stało, a Wy czym prędzej nadrabiajcie zaległości nim Muzeum jeszcze istnieje.

Tutaj znajduje się wniosek poparcia dla Muzeum.

LIFE

Muzeum Narodowe

Po odwiedzeniu Muzeum Techniki i Przemysłu udaliśmy się do Muzeum Narodowego, które zaskoczyło nas profesjonalizmem i jakością prezentowanych wystaw. Muzeum Narodowe to spotkanie ze sztuką na najwyższym poziomie – przechodząc od jednej sali do drugiej, przenosimy się w czasie rozpoczynając naszą podróż od starożytności i klasyczny antyk, przez średniowiecze, renesans, po czasy najnowsze. Każda epoka posiada swój niezwykły klimat, a odpowiednie oświetlenie i forma prezentacji eksponatów, podsyca go jeszcze bardziej.

Muzeum wzniesiono w latach 1927 – 1938 r. i od tamtego czasu prężnie rozwija swoją działalność. Oprócz stałych wystaw, coraz częściej pojawiają się ciekawe i oryginalne wystawy czasowe. Całkiem niedawno w murach Muzeum Narodowego miał miejsce oryginalny eksperyment pt. „w Muzeum wszystko wolno”, którego ideą było przygotowanie głównej wystawy czasowej przez dzieci. 

Grupa 69 dzieci w wieku 6–14 lat, podzielonych na sześć zespołów kuratorskich, przez sześć miesięcy podczas cotygodniowych, czterogodzinnych spotkań poznawała Muzeum i pracowała nad ekspozycjami. Dzieci przygotowały scenariusze i dokonały wyboru blisko 300 eksponatów na wystawę, a także opracowały koncepcję multimediów i scenografię ekspozycji, zaprojektowały druki edukacyjne, nagrały audioprzewodniki, przygotowały podpisy i wybrały dzieła do celów promocji.

Muzeum Narodowe

TITANIC – The Exhibition (wystawa czasowa do 9.10.16r.)

Wróćmy na chwilkę do Pałacu Kultury w którym to będziemy mieli okazję zobaczyć najpopularniejszą „podróżującą” wystawę na świecie, która zmierza się z tematem legendy niezatapialnego Titanica.

Tematyka tego stalowego „kolosa” jest na swój sposób niezwykle fascynująca. Płomień ciekawości bez wątpienia podsycił legendarny film Jamesa Camerona, w którym to boski Leo wcielił się w rolę frywolnego młodzieńca, chcącego rozpocząć nowe życie w odległej Ameryce. Mnie również dotknęła „Titanicomania” i gdy tylko zobaczyłam plakaty reklamujące to wydarzenie wiedziałam, że muszę postawić stopę na wirtualnej wystawie i zweryfikować swoją wiedzę o największej katastrofie morskiej naszych czasów.

Co zatem zobaczyliśmy na mobilnej wystawie Titanica? 

Głównym fundamentem całej wystawy – nie są tak jak nam się wydawało – eksponaty, a sama historia. Podczas zwiedzania zapoznamy się z przeszłością Titanica od pierwszego konceptu po dzień katastrofy. Zobaczymy mnóstwo fotografii, poznamy wzruszające historie rodzin a także dowiemy się wielu ciekawostek takich jak ta, że wszystkie zdjęcia brytyjskiego transatlantyka na których jest widoczna unosząca się para z ostatniego komina są nieprawdziwe, gdyż był on…atrapą.

Opowiadanej historii towarzyszą oryginalne przedmioty wydobyte z wraku Titanica, ale również wiele replik (należy uważnie czytać opisy eksponatów). Niestety nie jest ich za wiele, aczkolwiek wszyscy Ci, którzy z wypiekami na twarzy śledzili losy Jacka i Rose będą usatysfakcjonowani. Otóż w jednej z witryn znajduje się „serce oceanu” – legendarny niebieski naszyjnik. Choć całkowicie różni się od tego prezentowanego w filmie i wyglądem kompletnie nie przypomina serca, a raczej zwyczajny prostokątny wisiorek to sam fakt, że jego historia była inspiracją dla Camerona, a zakochana pasażerka nosiła go na pokładzie Titanica, robi wrażenie.

1683

źródło: http://titanic.cojestgrane24.pl

Na wystawie będziemy mieli również możliwość zobaczyć m.in. oryginalny drewniany leżak z pokładu, ławkę, toaletkę, zastawę stołową dla pierwszej klasy, dziecięce buciki czy fragment legendarnych, drewnianych schodów na których w filmie Camerona czekał elegancko odziany Leo. W tym miejscu pragnę podkreślić słowo „fragment”, gdyż w wielu publikacjach mówiących o ekspozycji przeczytamy, że uczestnicy będą mieli okazję obejrzeć „schody”. Tak, schody będziemy mieli okazję obejrzeć na zdjęciu, a w witrynie obok będzie leżał 10 centymetrowy kawałek drewienka. (Nie muszę podkreślać jak duże było moje rozczarowanie – wyobraźnia zrobiła swoją robotę).

Dużym zaskoczeniem była dla nas forma zwiedzania – przy wejściu na wystawę otrzymaliśmy słuchawki, dzięki którym słyszeliśmy głos audioprzewodnika „prowadzącego” nas po wszystkich eksponatach. Każde ze zdjęć czy też przedmiotów było oznaczone odpowiednim numerkiem, do którego w danym momencie odnosił się nasz wirtualny przewodnik. Co zyskujemy dzięki takiemu rozwiązaniu?

  • w fajny sposób jesteśmy delikatnie „przymuszeni” do skupienia się i wsłuchania w tą niezwykłą historię. Mamy też 100% gwarancję, że nie przeoczymy żadnego elementu wystawy.
  • jesteśmy całkowicie odizolowani od pozostałych odwiedzających, co pozwala na indywidualne przeżywanie opowiadanej historii bez żadnych przeszkód.
  • taka forma eliminuje zgromadzenie wielu osób przy jednym eksponacie. Wystarczy dosłownie kilka minut różnicy przy wykupie biletu, aby każdy z uczestników rozpoczął swoje zwiedzanie w innym momencie.

Niestety takie rozwiązanie posiada również negatywne strony. Naszym zdaniem wystawa nie jest przeznaczona dla kilkuletnich potomków – zakładając dziecku słuchawki można się domyślić, że dosłownie po 10 minutach przestanie się skupiać na tym co mówi przewodnik i zacznie szaleć po całej wystawie. Oprócz tego nie mamy pola manewru związanego z własnym tempem zwiedzania. Oczywiście można zdjąć słuchawki i iść przed siebie, ale z pewnością będziemy jedynymi, którzy działają w ten sposób.

Oryginalna ławka wydobyta z wraku Titanica

Oryginalna ławka wydobyta z wraku Titanica, źródło: http://titanic.cojestgrane24.pl

Obok historii Titanica nie można przejść obojętnie – było to największe przedsięwzięcie na taką skalę. Legendarny rejs pełen niewyobrażalnego bogactwa, przepychu, ważnych osobistości a także wielkich nadziei na lepsze jutro w  trzeciej klasie, tuż pod pokładem. Tragedia tych osób żyje po dzień dzisiejszy, a wystawa bez wątpienia podtrzymuje tą historię.

Podsumowując – jak najbardziej polecamy odwiedzić „Titanic – The Exhibition”, choć osobiście uważamy, że cena weekendowa biletu jest nieadekwatna do prezentowanej treści. 50 złoty to spora kwota, gdy porównamy ją do zwiedzania np. Obozu w Auschwitz z przewodnikiem, słuchawkami i 4 godzinnym spacerem. Warto zatem wcześniej zaplanować swoją wizytę, kupić bilety przez internet i odwiedzić wystawę w dzień roboczy.

Titanic-the exhibition-

6 thoughts on “Warszawa da się lubić (Muzea)

  1. Wydaje nam się, że w większości dużych miast jest podobne tempo, choć nie mamy większego odniesienia do zagranicy. Jeżeli chodzi o Warszawę wszystko zależy w której dzielnicy mieszkasz – my mieszkamy na Kabatach, blisko lasu, gdzie jest mnóstwo kawiarenek, knajpek, ludzi którzy spokojnie spacerują i są aktywni sportowo. Jednak gdy tylko wysiądziesz na stacji metro Centrum, zaczyna się zupełnie inne życie – właśnie to pędzące, miejskie i głośne. I wydaje nam się, że to jest ten „nasz sposób” na warszawskie życie – mieszkanie w spokojnej dzielnicy, a gdy tylko czujemy potrzebę wejścia w tłum ludzi, pójścia na huczną imprezę nad Wisłę czy wyjścia do głośnego baru z fajną muzyką jedziemy do Centrum. Fajne jest to, że jest ta różnorodność: spokojne dzielnice jak Ursynów, Białołęka czy przepiękna Saska Kępa a z drugiej strony Centrum i brzeg Wisły oferujące ciekawe atrakcje. 🙂

  2. Hmm… racja! Bardzo trafne spostrzeżenia!
    Myśmy odpuścili Warszawę po 10 latach, bo nie mogliśmy znieść tej pędzącej, głośnej i miejskiej części. Mimo tego, że na Saską mieliśmy bardzo blisko, to po drugiej stronie: Al. Poniatowskiego, tory, tramwaje, karetki, trąbienie od 6 do 23, mnóstwo ludzi i zaduch w przejściu podziemnym. Wszędzie beton.

    Jednym słowem Wy macie sposób na Warszawę! 🙂

    1. Sądzę, że mieszkając w tak głośnym miejscu też byśmy nie dali rady – jednak u nas bardziej wygrywa spokój i zieleń. 🙂 Przeprowadziliście się w spokojne miejsce w Polsce czy wygrała zagranica?

  3. Dzięki za odpowiedź!

    Właśnie, może chodzi po prostu o to, że to miejsce było za głośne… i przechylało szalę mocno na niekorzyść. To co innego niż na Waszych Kabatach.

    Przeprowadziliśmy się do wioski na obrzeżach małego miasta. Chociaż słychać przejeżdżające samochody, to można spać przy otwartym oknie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *