Trójmiejskie klimaty cz. 3

Gdynia była ostatnim elementem Trójmiejskiej układanki, którą udało nam się złożyć szybciej niż myśleliśmy. Zauroczenie luksusowym Sopotem i przepięknym Gdańskiem, zadecydowało o powrocie nad polskie morze, które idealnie wpisało się w nasze wakacyjne plany. 

img_0441

Nasze pierwsze zderzenie z Gdynią, nie miało nic wspólnego z zachwytem, którego doznaliśmy w przypadku przylegających do niej „sąsiadów”. Zatłoczona miejska plaża, wszędobylskie maszyny do grania, Panowie z ogromnymi kuflami piwa i jeszcze większymi brzucholami, pod którymi kryły się malutkie, ledwo oddychające slipki, porozrzucane śmieci i stały punkt programu – parawany. „Co to to nie” – z tą myślą, przedzierając się pomiędzy kolejnymi rozwrzeszczanymi dziećmi, wiedzieliśmy, że decyzja w naszych głowach została już podjęta –  Gdynia pozostaje naszym punktem wypadowym do zwiedzania wybrzeża i poszukiwania miejsca o stokroć odległego od tego czego tutaj jesteśmy świadkami.  

Słowo się rzekło, kobyła u płotu – jak powiedzieli, tak uczynili. 

Gdynia inaczej. 

Pod względem wypadowym, Gdynia okazała się strzałem w dziesiątkę. Po raz kolejny korzystając z serwisu airbnb (kto wymyślił tę nazwę?!), znaleźliśmy dwupokojowe mieszkanie w nowym budownictwie i bezpiecznej dzielnicy. Pragnę zaznaczyć, ze „bezpieczna dzielnica” jest słowem kluczowym – wielokrotnie wracając wieczorem z drugiego końca miasta, mijając stare kamienice, określenie „czujemy się jak u siebie” było dalekie od naszych przemyśleń. Tymczasem nasz budynek był w bardzo dobrym punkcie komunikacyjnym, a samo mieszkanie było świetnie wyposażone, posiadając takie udogodnienia jak miejsce w garażu podziemnym, żelazko, suszarkę, zmywarkę czy też telewizor. 

Tutaj znajdziecie bezpośredni link do ogłoszenia: https://goo.gl/1AtdTX

img_0884

Nie mogąc otrząsnąć się po szoku przeżytym na miejskiej plaży, stwierdziliśmy, że nie zostawimy Gdyni samej sobie i znajdziemy jakiś sposób na wydobycie z niej choć resztki godności. Zbaczając z głównego deptaka skierowaliśmy się w stronę portu i to był strzał w dziesiątkę! Można powiedzieć, że trafiliśmy do samego serca, gdyż w przypadku Gdyni to port był bodźcem stymulującym rozbudowę całej metropolii, zyskując dopiero w 1926 r. prawa miejskie.

Port w przeciwieństwie do zatłoczonej plaży posiadał cudowny klimat – lekko kołyszące się statki, odgłosy latających mew, industrialne biurowce, rozładunki czy umorusani rybacy pracujący przy zachodzie słońca – to wszystko wręcz prosiło się o uwiecznienie. Nie wahając się ani chwili, Adrian wyciągnął aparat, urządzając nam mini sesję, której efekty możecie obejrzeć poniżej. Niesamowite przeżycie, przepiękne widoki, dobra zabawa – podejście nr. 2 do miasta Gdynia zaliczamy do udanych. 

Plaża Gdynia Orłowo

Poszukując spokojniejszego miejsca do odpoczynku i złapania odrobiny słońca, udaliśmy się na plażę Gdynia Orłowo, która całkowicie wymazała z naszej pamięci obraz fatalnej plaży miejskiej. Pierwsze miłe zaskoczenie spotkało nas tuż przed wejściem na plażę, gdzie znajdował się darmowy (!) parking. Nie mogąc uwierzyć w to, że nikt jeszcze nie bierze za to kasy, wzięliśmy ręczniki pod pachy i z uśmiechem na twarzy podreptaliśmy przed siebie, gdzie ukazał nam się zacny krajobraz. Brak tłumów, czysta plaża, zadbane molo i wdzięcznie unoszący się ku górze klif, sprawiły, że nasz uśmiech stał się jeszcze szerszy. Plaża Orłowo jest bez wątpienia jedną z ładniejszych plaż na której wypoczywaliśmy. 

img_0839

Pójdę boso…

Realizując założenie postanowione pierwszego dnia, ustanowiliśmy sobie za ambitny cel przejścia sporego (jak na moje możliwości) odcinka wybrzeża. Naszym punktem początkowym była Osada Rybacka a metą cypelek w Rewie. Całość trasy wynosiła około 13 km i miała trwać 2,5 godziny. Wyprawa nie tylko była warta wszelkich związanych z nią trudów, ale w dużej mierze zmieniła nasze wyobrażenie dotyczące polskich plaż. Standardowy obraz kreujący się w naszych głowach na hasło „polskie wybrzeże” to parawany, tłumy ludzi, falochrony i budki z lodami tuż przy deptaku. Tymczasem krajobrazy mijane podczas wyprawy bardziej nawiązywały do tych z Robinsona Crusoe niż Grażynki w bikini – bujna roślinność, powalone drzewa, czysty piasek, lśniące kamienie, gdzieniegdzie zacumowane kolorowe łódki, coś pięknego! 

img_0903

Jednym z naszych „przystanków” była Torpedownia w Babich Dołach, widoczna na zdjęciu poniżej. Tajemniczo wyłaniająca się z fal morskich przez cztery lata wojny służyła III Rzeszy jako jeden z ważniejszych ośrodków badawczych nad torpedami lotniczymi. Obecnie całkowicie nieużytkowana popadła w ruinę, a molo ułatwiające do niej dostęp zostało zburzone w latach 90 XX wieku. Jak wspomina Marcin Dudek, badacz fortyfikacji – „Torpedownia nie jest ustawiona w przypadkowy sposób, tylko pod określonym kątem, chodziło o to by wystrzelone torpedy popłynęły do wskazanego celu. Najważniejszą jej częścią były dwie wyrzutnie torped. Między nimi widać wieżę, z której obserwowano wystrzelone torpedy.” (źródło: trojmiasto.pl)

img_0918

Cała wyprawa była niezwykłym przeżyciem, choć nie zabrakło takich atrakcji jak groźne poślizgnięcie się na śliskim kamieniu, widoki panów w strojach Adama (listka figowego niestety zabrakło) czy też poobcierane i bolące stopy. Z tego miejsca pragnę wyciągnąć wnioski i ostrzec wszystkich, którzy chcą powtórzyć nasze doznania – koniecznie zaopatrzcie się w buty do wody, które można kupić w pierwszym lepszym supermarkecie. Wbrew naszym oczekiwaniom, pięty wcale nie stały się gładsze, a ból podbicia i palców towarzyszył nam do końca dnia. Pomimo tych trudów, efekt końcowy był zadowalający a „cypelek” zrobił na nas bardzo fajne wrażenie – po raz pierwszy miałam okazję zobaczyć fale obijające się o brzeg z dwóch stron lądu ,w jednym miejscu. 

img_0949

Trójmiasto po raz kolei zaskoczyło nas swoimi walorami. Poprzednia podróż była zdecydowanie bardziej nastawiona na zwiedzanie, ta na przebywanie wśród natury. Nie zawiedliśmy się – długi spacer wybrzeżem, sesja w porcie czy łapanie słońca w towarzystwie przepięknego klifu, utwierdziło nas w przekonaniu w jak pięknym kraju jest nam dane mieszkać. 

Zapraszamy do wcześniejszych części cyklu:

2 thoughts on “Trójmiejskie klimaty cz. 3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *