A może by tak na początek i koniec Polski?

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się co charakteryzuje dobrą, życiową pasję? Rozmyślając nad odpowiedzią, cały czas krążyłam wokół jednego stwierdzenia – motywacja. Dobra, życiowa pasja powinna nas motywować – do zmiany, do działania, do samodoskonalenia. Posiadanie jej jest czymś bezcennym i niezwykle wartościowym.

Idąc tym tropem mogę dumnie stwierdzić, że prowadzenie „zabazgranych” spełnia wszystkie wyżej wymienione kryteria. Uświadomiłam sobie to w momencie, gdy przed moimi oczami ukazał się duży, szary kamień z napisem „początek Polski”. Dotarło do mnie, że zapisywanie wspomnień na elektronicznym papierze, motywuje nas –  nie tylko do podróży –  ale i odwiedzania miejsc, które wcześniej nie znalazłyby się na naszej wishlist’cie, muzeów na które wcześniej było szkoda pieniędzy czy też zakamarków Polski, które na pierwszy rzut oka wydawały się nudne i mało interesujące – bądź wręcz przeciwnie – oklepane i komercyjne.

Tak też było w przypadku Helu.

img_0696s

Fokarium 

Swoje pierwsze kroki na najbardziej wysuniętym cyplu w Polsce – niczym wzorowi turyści – skierowaliśmy ku najsłynniejszemu fokarium.  Miejsce choć z pozoru turystyczne, pełni niezwykle ważną rolę w ochronie szarych fok występujących w Morzu Bałtyckim. Niestety ze względu na szkodliwe praktyki związane z rybołówstwem i zanieczyszczeniami, naturalna populacja tych grubaśnych ssaków jest zagrożona.  Na szczęście instytucja zapobiega całkowitemu wyginięciu fok, chroniąc je, lecząc – a przede wszystkim – obserwując ich zachowania i nawyki. 

Samo fokarium składa się z dwóch basenów, malutkiego muzeum oraz podziemia w którym możemy obejrzeć film edukacyjny. Główną atrakcją placówki jest karmienie fok, połączone z przeglądem stanu zdrowia, co wielu ludzi mylnie odbiera jako pokaz tresury. Oczywiście „występ” zawiera elementy zabawy typu rzucanie piłką czy dawanie całusów wolontariuszowi, ale cel sam w sobie jest zgoła inny – edukacyjny. Niestety niektórzy turyści nie rozumiejąc tych aspektów, wrzucają monety do wody, ewidentnie myląc zbiornik z żywymi zwierzętami z fontanną Di Trevi w Rzymie – tym samym przyczyniając się do śmierci tych słodkich grubasków. Przechodząc obok jednej z fotografii przedstawiającej rozpruty brzuch zwierzęcia z którego wysypywały się drobniaki, miałam cichą nadzieję, że przyjdzie taki dzień, kiedy ludzie opanują swoją głupotę i bezmyślność. 

img_0628

Fokarium to miejsce do którego po prostu trzeba wstąpić będąc na Helu. W związku z popularnością placówki, należy jednak przygotować się na dzikie tłumy turystów, którzy za wszelką cenę będą chcieli stać jak najbliżej barierek podczas karmienia fok.  

bilet wstępu: 5 zł 

bilet do „muzeum” : 1 zł

Godziny karmienia fok:

przez cały rok – 11.00 i 14.00.
w sezonie letnim (lipiec-sierpień) – 11.00, 14.00 i 17:00.

Port Morski

Spacerując wzdłuż szeregu kołyszących się statków z namalowanym napisem „Hel” zgodnie stwierdziliśmy, że port w Gdyni był tylko przystawką do głównego dania. Odgłos mew, rybacy, ogromne hale, obdrapane ściany czy też kolorowe rozładunki, po raz kolejny zmusiły nas do wyciągnięcia aparatu i uwiecznienia niezwykłej atmosfery tego miejsca. Przeglądając kolejne fotografie, mogę pokusić się o stwierdzenie, że uwiecznianie wakacji przeszło na kolejny level, a Hel niewątpliwie się do tego przyczynił. 

Wybrzeże

Opuszczając teren portu udaliśmy się w stronę miejsca, które ustanawia początek granicy naszej pięknej ojczyzny. Maszerując w kierunku plaży, nie mogliśmy nadziwić się przepięknym widokom łączącym w sobie zadziwiająco przejrzyste morze, bujną zieleń czy też ciepły koloryt drewnianego pomostu. Można śmiało powiedzieć, że początek Polski dumnie nosi swoją powinność, dając zwykłemu turyście chwilę nostalgii i wytchnienia na przyjemnie ciepłym i miękkim piasku. 

img_0771

Hel oprócz swoich walorów krajobrazowych posiada również ogromne zaplecze historyczne, które przypomina o sobie na każdym kroku. Nie jest to przypadkowe, gdyż teren Mierzei Helskiej i wód przylegających, w 1936 roku został uznany za rejon umocniony. (Rejon umocniony to nic innego jak obszar posiadający rozbudowane fortyfikacje stałe, budowany w strategicznym miejscu umożliwiającym blokowanie poczynań przeciwnika – źródło wikipedia).

Stąd też spacerując po terenie cyplu co chwila napotykamy na budowle wojenne, które imponują swoją wielkością i liczebnością. W 1939 roku, kiedy to Hel był główną bazą Polskiej floty wojennej, został zaatakowany przez niemieckie siły z powietrza oraz morza. Niestety obrona wybrzeża trwała dokładnie miesiąc, kiedy to po poddaniu się Warszawy, doszło również do kapitulacji półwyspu Helskiego, który praktycznie od samego początku nie miał szans na zwycięstwo. Historia tego miejsca jest niezwykle obszerna i  wręcz namacalna, co bez wątpienia zaostrzyło nasz apetyt na powrót – już bardziej nastawiony pod kątem szlaków turystycznych. 

img_0779

Opuszczając półwysep helski mieliśmy poczucie ogromnego zweryfikowania naszych początkowych wyobrażeń o tym miejscu. Do tej pory pierwszymi nasuwającymi się skojarzeniami z Helem były foki, silny wiatr, tłumy turystów i fani windsurfingu. Obecnie patrzymy na tę część regionu Polski nie jak na niechlubne miejsce turystyczne, a jak na strategiczny punkt, który zapisał się na kartach historii dużymi literami. 

Jura Krakowsko – Częstochowska 

img_0987

Z pełnymi płucami nadmorskiego jodu, ruszyliśmy na południe Polski, jeszcze tego samego dnia meldując się w przytulnym hoteliku położonym w małej miejscowości „Żarki”.  Żarki to miasto liczące niewiele ponad 4 tysięce mieszkańców, mieszczące się na terenie malowniczej Jury Krakowsko – Częstochowskiej, które na kilka dni stało się naszym punktem wypadowym do zwiedzania okolicznych zamków i szlaków turystycznych. Nasze walizki rozpakowaliśmy w przytulnym pokoju „Przystani Leśniów” z okna którego można było podziwiać Sanktuarium Matki Bożej. W trakcie pobytu, okazało się, że Sankturium jest jednym z ważniejszych punktów na mapie religijnych pielgrzymek. Posiadając oryginalną figurkę Najświętszej Maryi Panny z XIV wieku oraz cudowne źródełko rozpoczynające rzekę Leśniówkę, codziennie przyciąga tłumy turystów.

Sam hotel spełnił nasze najśmielsze oczekiwania, standardem dorównując pensjonatom mieszczącym się w większych miastach. Estetyczny wystrój, bardzo dobre jedzenie, miła obsługa oraz wyposażenie pokoju sprawiło, że z duszą na ramieniu możemy polecić go każdemu planującemu pobyt na terenie Jury Krakowsko – Częstochowskiej. 

Co zatem skłoniło nas do pokonania tylu kilometrów? Szlak Orlich Gniazd. 

Szlach Orlich Gniazd to teren leżący pomiędzy Krakowem i Częstochową zwany Wyżyną Krakowsko-Częstochowską. Na długości 163 kilometrów znajdziemy ruiny zamków, zrekonstruowane budowle obronne, twierdze, jaskinie, ostańce skalne oraz wisienkę na torcie – Ojcowski Park Narodowy ze znaną każdemu Maczugą Herkulesa. 

Ruiny Zamku Królewskiego w Olsztynie k/Częstochowy

img_0990

Pierwsza wzmianka o zamku sięga 1306 roku, a w latach 1349 – 59 został on rozbudowany z inicjatywy Kazimierza Wielkiego. Obecnie za niewielką opłatą 5 złotych możemy podziwiać ruiny budowli z bliska. Połączenie ostańców skalnych z pozostałościami zamku i soczystą zielenią tworzy niesamowicie surrealistyczny widok. Warto zaznaczyć, że krajobrazy Jury są sporym zaskoczeniem dla nowo przybyłego turysty. Nigdy wcześniej nie spotkaliśmy się z tego typu formami skalnymi, a tym bardziej połączeniem ich z budowlą zamku. 

img_1049

Po terenie ruin zamku można dowolnie spacerować czy też wspinać się na skały. Za niewielką opłatą możemy również wejść na wieżę widokową, podziwiając rozległy krajobraz Wyżyny Krakowsko – Częstochowskiej z nieco innej perspektywy. 

Zamek Bobolice

Jako dziewczynka wychowana na piersi legendarnych bajek Walta Disneya, oglądając Zamek w Bobolicach nie mogłam powstrzymać swoich dziecięcych skojarzeń – genialne połączenie białego kolorytu kamienia wapiennego z granatowymi dachówkami, mogłoby stać się scenerią do niejednej historii miłosnej przepięknej księżniczki i rycerza na białym koniu. Co ciekawe moje skojarzenia okazały się całkowicie trafne, gdyż w 2012 roku został tu nakręcony teledysk dla Disney Pixar do bajki Merida Waleczna. 

img_1139

Sam zamek został wybudowany ok 1350 roku z inicjatywy Kazimierza Wielkiego i miał na celu obronę od najazdów wroga ze strony Śląska, będącego ówcześnie terytorium granicznym Królestwa Czech. Niestety budowla została doszczętnie zniszczona w czasie potopu szwedzkiego (1657 r.) i gdy 26 lat później Jan III Sobieski w drodze do Krakowa, wraz ze swoim orszakiem chciał zatrzymać się na zamku, został zmuszony do nocowania w rozstawionym namiocie.  

Smutna sytuacja zamku uległa zmianie, gdy to pod koniec XX wieku rodzina Laseckich – obecnych właścicieli zamku – podjęła się odbudowie i całkowitej rekonstrukcji twierdzy. Wszystko odbyło się pod profesjonalnym okiem archeologów i historyków, którzy nie tylko analizowali historię zamku i użyte materiały, ale również zabezpieczali istniejące ruiny. Prace odbudowy zamku trwały 12 lat, a do jej zrealizowania użyto wyłącznie tradycyjnych materiałów (kamień wapienny) oraz opracowano specjalną zaprawę murarską.  

Wokół rekonstrukcji krąży wiele kontrowersji – niektórzy odbudowę zamku uważają za bezczeszczenie prawdziwej historii, porównują do Disneyowskiego kiczu czy też są przeciwni aż tak dużej ingerencji w ruiny. Osobiście popieramy tego typu inicjatywy i cieszymy się, że jest możliwość uruchomienia swojej wyobraźni nie tylko na poziomie porozrzucanych gdzieniegdzie skał, a budowli, która – Disneyowska czy nie – zapiera dech w piersiach. 

Bilet wstępu z przewodnikiem: 15 zł 

Ojcowski Park Narodowy

Około godzina drogi od Żarek do Parku Narodowego kusiła tak mocno, że nie mogliśmy nie skorzystać z tak dobrej okazji. Choć czas pozwolił tylko na ugryzienie kawałeczka tortu jakim jest Ojcowski Park Narodowy, jesteśmy zadowoleni z wykorzystania jego w jak najlepszy sposób – czyli kierując się na jeden z licznych szlaków.

Swoją trasę rozpoczęliśmy tuż przy parkingu nad którym spoczywały ruiny Zamku w Ojcowie. Nie są one wielką atrakcją, gdyż budowla została doszczętnie zniszczona, a tylko jej niewielki fragment – brama z wieżyczką – zostały zrekonstruowane. Za niewielką opłatą 3 złotych, możemy dostać się na teren „ruin”, głównie w celu podziwiania widoku na panoramę Parku Narodowego.

Kolejnym przystankiem była Skała Jonaszówka oferująca widok na ruiny Zamku w Ojcowie z innej perspektywy. Jest to również dobra lokalizacja do cyknięcia kilku fotek przepięknej Doliny Prądnika. Idąc dalej szlakiem, dotarliśmy do punktu programu – Bramy Krakowskiej, która robi piorunujące wrażenie swoimi gabarytami. Jej nazwa wywodzi się ze szlaku handlowego, który przebiegał tędy z Krakowa na Śląsk. W jednej ze skał możemy zauważyć ikonę przedstawiającą obrazek Matki Boskiej. Według przekazów ojcowian obraz został zamocowany na bramie jako wskaźnik poziomu wody podczas wielkiej powodzi sprzed kilkudziesięciu lat. Inna „legenda” głosi, że obrazek pojawił się tam przy okazji wizyty prezydenta Mościckiego. Ciężko jest ustalić prawdziwą genezę pojawienia się ikony, aczkolwiek warto wiedzieć, że została ona niedawno odnowiona po akcie wandalizmu i zabezpieczona sześcio milimetrowym szkłem pancernym.

Będąc na terenie Ojcowskiego Parku Narodowego, nie możecie przegapić Jaskini Łokietka, która jest największą spośród wszystkich znanych jaskiń na obszarze Parku. Została ona wyżłobiona przez wody podziemne i obecnie mierzy 320 metrów długości. Zwiedzanie odbywa się tylko z przewodnikiem i trwa około 30 minut. Warto pamiętać o zarzuceniu na siebie ciepłej kurtki czy bluzy, gdyż w jaskini panują niskie temperatury. 

Nazwa jaskini jest powiązana z legendą o Władysławie Łokietku. Zgodnie z opowiadaniem, na przełomie XIII i XIV wieku, przyszły król Polski przez 6 tygodni ukrywał się w grocie przed królem czeskim. Uwieńczeniem historii jest żelazna brama, która przedstawia pajęczą sieć. Zgodnie z legendą mieszkańcy kryjówki wchodzili do jaskini bocznym wejściem, gdy tymczasem główne wejście pozostało zasnute pajęczyną – na dowód braku obecności człowieka. 

Bilet wstępu do jaskini: 8 zł 

Ostatnim punktem wycieczki był Zamek w Pieskowej Skale. Jego początki sięgają połowy XIV wieku, a inicjatywa wzniesienia tej obronnej budowli została wykazana ponownie przez Kazimierza Wielkiego. Budowla wielokrotnie była niszczona przez pożary oraz m.in powstanie styczniowe aż do 1950 roku, kiedy to została przejęta przez Ministerstwo Kultury i Sztuki. 

Po obejrzeniu zamku z zewnątrz zdecydowaliśmy się na wykupienie biletów upoważniających do wstępu na teren budowli. Przekraczając bramę zamku, naszym oczom ukazała się dziwna praktyka zakładania zdecydowanie nietwarzowych kapci na własne buty. Praktyka nie ukrywam dość staromodna, która – miałam cichą nadzieję – odeszła w zapomnienie wraz z praktyką obowiazku zakładania niebieskich, foliowych torebek na obuwie w szpitalach. Wkładając na stopy za duże kapciochy zastanawiałam się czy właśnie w podprogowy sposób nie zostałam zmuszona do polerowania drewnianej podłogi. Moje myśli przegonił kobiecy głos należący do Pani, która właśnie wręczała nam wydrukowany zestaw kartek mający zastąpić opisy przy eksponatach. Nie ukrywam, że taka forma zwiedzania również nie spotkała się z naszą aprobatą, gdyż co chwila trzeba było odrywać wzrok od eksponatu w poszukiwaniu odpowiedniego numerka na kartce. 

Szurając kapciochami po posadzce, przechodziliśmy z pokoju do pokoju przyglądając się stałej wystawie zamku pod nazwą „Przemiany stylowe w sztuce europejskiej od średniowiecza do połowy XIX wieku”. Było to lekkie zaskoczenie, ponieważ przygotowaliśmy się bardziej na zwiedzania komnat zamkowych aniżeli wystawy muzealnej. Po przestawieniu swoich oczekiwań, de facto wyszliśmy lekko rozczarowani, aczkolwiek ze sporą dozą informacji związanych z przemianami epok w sztuce. 

Bilet wstępu: 11 zł

Tegoroczne wakacje przyniosły wiele ciekawych miejsc do których z pewnością powrócimy. Jura Krakowsko – Częstochowska to obszar do wielokrotnych odwiedzin – nie tylko tych pieszych – ale również rowerowych. Hel natomiast czeka na odkrycie pod kątem historycznym.

Choć od naszego wypoczynku minęły już prawie trzy miesiące, wciąż mamy nieodzowne poczucie ciągłego niedosytu i niezaspokojonego głodu podróżniczego. Po raz kolejny przekonaliśmy się w jak ciekawym kraju żyjemy. Kraju w którym rano można wylegiwać się na piaszczystej plaży, aby wieczorem podziwiać zachód słońca w towarzystwie przepięknych ostańców kamiennych. 
img_0829

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *