Bo najtrudniej to polubić siebie.

„80 % Polek miewa gorszy nastrój dlatego, że są niezadowolone ze swojego wyglądu.”*– podnoszę nos znad gazety, bacznie przyglądając się moim autobusowym towarzyszom podróży. Powłóczystym, wręcz zalotnym spojrzeniem, egzaminuję płeć piękną zmierzającą do pracy rozklekotaną linią nr. 166. Pomimo wczesnej godziny, większość – poza pewnymi wyjątkami – wygląda świeżo, promiennie i bardzo kobieco. Rzęsa pomalowana, usta krwisto czerwone, paznokieć lakierem maźnięty. Te które, niosą ze sobą dodatkowych parę kilo, skrzętnie ukrywają to co trzeba, odsłaniając również to…co trzeba. Kurza twarz wszystkie na swój sposób są na prawdę fajne! Myślami wracam do Anglii, w której moje oczy krwawiły i szybko stwierdzam, że Polki to piękne i zadbane dziewczyny. Z grymasem na twarzy otwieram ponownie gazetę, zastanawiając się dlaczego my kobiety tak bardzo siebie nie lubimy. 

ehral5xxxco-seth-doyle

4 dni później staję przed lustrem, jak mnie Pan Bóg stworzył i załamuję ręce niczym podstarzała babuleńka. Brakuje mi tylko chusty na głowie.  

Przygryzam wargę niczym dziewczyna Greya, ale bardziej ze złości niż z pożądania. Boczek jakby większy, szczególnie ten prawy. Brzuch wciągam, ale widać, że wciągnięty – przecież nie będę chodzić cały dzień na wdechu?! Uda jak ścisnę no to jakby faktura folii z bąbelkami, tylko że bez bąbelków. Tyłek mógłby bardziej stać na baczność. Nosz kurwa mać, po co zjadłam wczoraj tę pizzę?! Adrian wchodzi do łazienki, ale widząc mój wzrok, taktycznie wycofuje się z pola rażenia. Szybko zakładam dżinsy i skacząc na jednej nodze, zakładając w locie skarpetkę, biegnę za nim do kuchni.

-Jestem gruba. –  stwierdzam z miną smutnego spaniela. [Dobrze wiem po co to powiedziałam.]

-Kochanie nie jesteś. Przecież wiesz że jesteś najpiękniejsza na świecie – odpowiada z uśmiechem. [O właśnie po to to powiedziałam, ale wcale nie czuję się z tym lepiej.]

Nie jestem! Czuję, że zgrubłam no. – Próbuję na siłę wpoić mu coś czego sama nie chcę przyjąć do wiadomości. 

-Skarbie zawsze narzekasz, że tyjesz a ciągle ważysz tyle samo. Jak to możliwe? – Pyta nie wierząc, że po raz setny przerabiamy ten sam scenariusz. [Cholera ma rację. Mądrala się znalazł.]

No właśnie jak to możliwe, że pomimo braku nadwagi co chwila przychodzą mi do głowy głupie myśli i ciągłe ocenianie własnej sylwetki? 

Nieustająca presja 

My kobiety w dzisiejszych czasach żyjemy pod nieustającą presją, która nasiliła się wraz z umiejętnościami technicznymi grafików, korzystających z Photoshopa. Od lat 90′, gdzie się nie spojrzało, było przepiękne, wysportowane ciało. Teledyski, gazety, reklamy, modelki, filmy – cały marketing wpoił nam, że nie będziemy szczęśliwe bez idealnej sylwetki. Nastała era szczupłych ciał i smutnych duszyczek. Bo wszystko byłoby super, gdyby tylko został zachowany umiar – brakujące ogniwo dzisiejszych czasów. Nagle, ni stąd ni zowąd, okazało się, że nie możemy się zestarzeć, nie mogą pojawić nam się rozstępy, a już nie daj boże cellulit czy dodatkowy kilogram. Wpadłyśmy w obsesję oceny własnych ciał, które – nie oszukujmy się – NIGDY nie będą idealne. Jak bardzo nie będziemy się starały, zawsze na naszej życiowej drodze może pojawić się moment, kiedy zajdziemy w ciąże, nie będziemy miały czasu na ćwiczenia czy nasze zdrowie nam najnormalniej w świecie na to nie pozwoli. Dlatego tak ważne jest uświadomienie sobie, że nasze ciało nigdy nie będzie gładkie jak pupcia niemowlaka, bez jednej zmarszczki, blizny, rozstępu czy cellulitu. Jest po prostu nasze – z całą gamą niedoskonałości i takie je musimy pokochać. A właściwie to nie mamy innego wyboru. 

ltqhq88wzoy-brooke-cagle

Co nam zatem da uświadomienie sobie tego prostego faktu? Z psychologicznego punktu widzenia jest to zrzucenie chorej presji ze swoich barków. To tak jakbyśmy wierzyły w to, że zbawimy cały świat i na siłę dążymy do tego, aby był idealny. Przy takim myśleniu, żylibyśmy w ciągłym stresie z narzuconą na siebie presją, a każda minuta bez dobrego uczynku, wydawałaby się czasem zmarnowanym. Dokładnie tak samo jest z ciągłą gonitwą za idealną sylwetką. Każde zjedzone ciastko staje nam w gardle, a opuszczone ćwiczenia śnią nam się po nocach. Bo przecież dążymy do idealności, która jest tak daleko! Zatem przestańmy. Pokochajmy siebie w tej chwili i oczywiście bądźmy aktywni dla własnego zdrowia, ale bez bagażu chorych ambicji, które prędzej czy później wpędzą nas w zły nastrój. Nie wiem jak Wy, ale ja to kupuję. Mam dosyć ciągłego oceniania siebie i przyrównywania do Chodakowskich i Mel B. Efekt końcowy zawsze był i tak ten sam –  zjadłam to cholerne ciastko, tylko, że ze złym humorem. 

Pewność siebie odchudza

Pisząc tego posta, mam przed oczami pewną parę, którą zobaczyłam jakieś półtora roku temu w metrze. Siedziałam na przeciwko nich, pogrążona w myślach, słuchając ulubionej playlisty. Wraz z upływem czasu, zaczęłam im się przyglądać i w pewnym momencie nie mogłam przestać. Mieli około 28 lat. On bardzo przystojny, szczupły, wysportowany brunet z uśmiechem godnym reklamy Colgate. Ten typ, który mógłby mieć każdą. A już na pewno aniołka Victoria Secrets. Tymczasem miał własnego aniołka o kolorze włosów blond, który ważył co najmniej 15 kilo więcej ode mnie. I wiecie co? Ona była niesamowita! Jej uśmiech, gesty, piękna sukienka, to w jaki sposób do niego mówiła, po prostu mnie zahipnotyzowały. Biło od niej pewnością siebie, która była niezwykle pociągająca. W całym jej „sposobie bycia” zapomniałam o nadwadze i w pięć sekund zrozumiałam dlaczego taki facet jak on jest z taką dziewczyną jak ona. Zrozumiałam to dosłownie po chwili patrzenia na nich i doszłam do wniosku, że koleś jest ogromnym szczęściarzem. Bo przecież na jej miejscu mógłby siedzieć jakiś nieciekawy chudzielec, który biłby się z myślami czy nie zjadł o dwa plasterki sałaty za dużo. 

Pewność siebie jest sexy. W pracy, w łóżku, w rozmowie, na imprezie. Bez niej nie ma kobiecości.

7inv-0bcyzs-camila-cordeiroa

Warto jednak uświadomić sobie, że nigdy nie osiągniemy pewności siebie, jeżeli będziemy dla siebie złym policjantem. Ciągłe ocenianie i poczucie winy doprowadzi tylko i wyłącznie do obniżenia własnej wartości. 

Odwrócenie sytuacji lekiem na całe zło

No właśnie. Czy wyobrażacie sobie sytuację kiedy przestajecie kochać swojego faceta bo waży 4 kilogramy więcej? Albo nie chcecie go oglądać przy zapalonym świetle bo przestał chodzić na siłownie? Każda z nas w tym momencie cmoka z dezaprobatą i nie może czytać tych bzdur. Przecież kochamy go takiego jakim jest, chcemy się z nim zestarzeć i oczywiście wygląd zewnętrzny jest ważny, ale jako miły dodatek do całości a nie punkt przeważający nad naszym byciem z nim.

Dopuśćmy zatem do naszych szarych komórek myśl, że facet działa dokładnie w taki sam sposób. Nie obchodzi go ledwie widoczny rozstęp, większy boczek czy 2 urojone kilogramy w naszej głowie. On chce cieszyć się kobietą w której się zakochał. Nie chce słyszeć ciągłego „jestem gruba/brzydka/pociesz mnie”, tak samo jak my byśmy nie chciały słuchać jego narzekania. Każdy z nas chce być z silną i pewną siebie osobą, więc postarajmy się dać to drugiej połówce. 

Bo przecież na koniec dnia też nie chodzi oto aby negować aktywność fizyczną. Samo dbanie o sylwetkę jest czymś wspaniałym. Ciało jest naszą świątynią, która towarzyszy nam przez całe życie – trzeba je pielęgnować, aby posłużyło nam jak najdłużej. Ważne jednak, żeby robić to ze zdrowym rozsądkiem, bez ciągłego samooskarżania i chorej obsesji dążenia do idealności. Bo przecież finalnie, jak bardzo byśmy nie walczyli, czas i tak wygra. Możemy wciskać w siebie botoks, chodzić 6 razy w tygodniu na siłownię, a i tak nasze ciało będzie dostosowywać się do upływających kartek kalendarza. Czy to oznacza, że w wieku 70 lat mamy być nieszczęśliwymi ludźmi, ciągle niezadowolonymi z tego co widzimy w lustrze? Nie, w wieku 70 lat mamy cieszyć się każdym upływającym dniem, wnuczkami, długimi spacerami i ukochaną osobą u boku. Osobą, która już dawno nie posiada ciała dwudziestolatka, ale za to ma wszystkie te wspaniałe cechy, które każdego dnia sprawiają, że chce nam się wstać z łóżka. 

_____________

*„Charaktery”, nr. 2, luty 2017

tyq-0lpp6e4-edu-lauton

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *