Historia jednego artysty | Bo Burnham

Gdyby ktoś na ulicy spytał mnie co najbardziej uwielbiam w swoim mężu, bez wahania odpowiedziałabym – poczucie humoru. Poza wszystkimi innymi zaletami, które posiada, to właśnie ta cecha sprawia, że każdego dnia wybucham śmiechem w najmniej oczekiwanym momencie, krztusząc się siarczyście przełykanym posiłkiem. Mówiąc korporacyjnym językiem –  jego „level” żartów idealnie „matchuje” się z moim.

Jak wszyscy wiemy, Polska – dzięki Bogu – nie dopuszcza posiadania większej liczby mężów. Jednak gdyby CZYSTO teoretycznie była taka możliwość, moim drugim mężem pod kątem poczucia humoru byłby bez wątpienia…

…Bo Burnham.

Pierwszy raz

Burnham’a nie miałam szans znaleźć w czeluściach polskiego internetu, dlatego też nasz pierwszy raz odbył się na niezastąpionym Netflixie. Pewnego pięknego, jesiennego wieczoru, nie mogąc znaleźć filmu odpowiadającego mojemu nastrojowi, od niechcenia włączyłam zakładkę „stand upy i talk showy”. Zainspirowana rekomendacją Adriana włączyłam pozycję „Bo Burnham: Make happy” i na ponad godzinę przeniosłam się w inny wymiar. „Bo” zabrał mnie w podróż nasyconą przepiękną muzyką, show dopracowanym do każdej sekundy i last but not least – poczuciem humoru, którego tak bardzo brakuje mi u większości artystów.

Z ręką na sercu, całe show obejrzałam do tej pory już 5 razy, a urywki na YouTubie kilkadziesiąt. Nawet teraz – pisząc tego posta – ciężko jest mi się powstrzymać od ponownego włączenia Netflixa. „Bo” zrobił bowiem coś czego nigdy wcześniej nie widziałam. Stworzył przepiękne, oryginalne show, które wyśmiewa współczesny rynek muzyczny, zostawiając widza z własnymi przemyśleniami. Dzięki autorskim utworom ukazuje głupotę zarówno obecnych artystów, jak i fanów, którzy ślepo podążają za wykreowanymi gwiazdeczkami.

Jednak dość teorii. Aby w pełni zrozumieć o czym mówię podaję przykład, który uwielbiam najbardziej.

Coś z niczego

Nie wiem czy mieliście okazję natchnąć się na niezwykle „inspirujący” występ Kanye’go Westa z 2013 roku, kiedy to przez czternaście minut, używając autotune’a – za przeproszeniem – pierdolił głupoty do publiczności. Oczywiście jego „performance” nie byłby w pełni satysfakcjonujący, gdyby na łeb nie założył bliżej nieokreślonej szmaty – chuj wie po co. W normalnym świecie, zgromadzeni ludzie, którzy zapłacili niemałe pieniądze za występ tego „artysty” sięgnęliby po komórki i zadzwonili do pierwszego, lepszego wariatkowa. Jednak dzisiejszy świat niestety nie jest do końca normalny i zamiast dźwięku nadjeżdżającej karetki z kaftanem bezpieczeństwa, słyszymy piski i zachwyty publiczności.

Człowiek patrzy na to i nie wierzy własnym oczom. Co jednak robi Bo? Wykorzystuje to gówienko i przerabia je na cudowną masę czekoladową, która w jego wydaniu smakuje wybornie. Jak zrobić piosenkę o chipsach i mimo wszystko rozkochać w sobie publiczność? Przepis zna tylko Burnham (angielski wymagany):

Skąd wziął się Bo?

Bo to typowe amerykańskie dziecko YouTube’a, któremu udało się wyjść ze swoim materiałem po za platformę internetową. W wieku 16 lat wrzucił nagraną przez siebie piosenkę do internetu, która szybko zdobyła wiele like’ów i stała się viralem. To nakręciło go do dalszego tworzenia, tak aby 10 lat później stanąć na scenie ze swoim własnym show. W zwykłym T-shircie i trochę zarośniętych włosach jest artystą z prawdziwego zdarzenia, których tak bardzo brakuje w dzisiejszych czasach. W zabawny i oryginalny sposób porusza tematy nie tylko dotyczące rynku muzycznego, ale także problemów zwykłych ludzi. Jeżeli posiadacie Netflixa, zarezerwujcie sobie godzinę, włączcie „Make Happy” i zróbcie dobrze swoim oczom oraz uszom.

Tymczasem mała zajawka umiejętności Bo:

Piosenki Country, które są o niczym

Kłótnia w związku:

Problemy białego heteroseksualisty:

O czym są współczesne piosenki dotyczące miłości? 

Bo Burnham to moje artystyczne odkrycie tego roku. Facet, który mistrzowsko łączy elementy tragedii w swoich komediowych występach. Artysta kompletny, który na swojej stronie internetowej zawarł niezwykle ważne, życiowe pytanie, wielokrotnie zadawane przeze mnie, moim bliskim po większej ilości alkoholu. 😉 Jakie? Przekonajcie się sami: http://www.boburnham.com/ 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *