11 rzeczy, które zaskoczyły mnie w ciąży

Wiecie co jest najpiękniejszego w prowadzeniu bloga/dziennika/pamiętnika? Tworzenie namacalnych dowodów na to jak zmieniasz się Ty, Twoje myśli i Twój światopogląd. Kiedy nie spisujesz swoich przemyśleń na papier, masz zielone światło do zwyczajnego, legalnego zapomnienia o nich (z premedytacją lub nie), zrobienia wielkich oczu i z miną George Clooney’a powiedzenia – „Ja?? Nigdy w życiu…”, kiedy Twój znajomy próbuje Ci przypomnieć, jak o mało nie nabiłeś go na pal za zjedzony kawałek mięsa, kiedy w swoich najlepszych czasach byłeś zagorzałym wegetarianinem.

Jednak kiedy dzielisz się swoimi myślami ze światem bądź szufladą, masz przyjemność (czasem wątpliwą) do zmierzenia się ze swoim prawdziwym ja sprzed kilku lat. Masz namacalny dowód na to, jak wielką transformację przeszedłeś, przy jednoczesnej możliwości oceny swojej poczytalności z perspektywy upływu czasu. Możesz przekuć to w dobrą życiową lekcję, bądź kolejny, wstydliwy moment pod prysznicem. Your choice.

Od czasu stworzenia posta „Potomek nie jest oczywistością” minęło dokładnie 10 miesięcy kiedy w naszym wynajmowanym M3 na warszawskim Wilanowie zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym. Dokładnie 3 miesiące później podczas rodzinnego spotkania, jeden z członków rodziny (pozdrawiam Cię serdecznie <3) z uśmiechem na twarzy stwierdził, że teraz będę musiała usunąć ten post skoro wchodzę w rolę mamy oczekującej swojego słodkiego bobasa. O to, to nie! Właśnie z tej okazji, że powoli wbijam się w nową, życiową rolę, otworzyłam wirtualnego szampana i powróciłam do swoich myśli sprzed tych kilku miesięcy i…wciąż się z nimi zgadzam! To, że zdecydowaliśmy się na potomka, w żaden sposób nie umniejszyło obawom, które mieliśmy przed tą decyzją. Nadal w mojej głowie panuje tornado myśli związanych z naszym egoizmem, czasem wolnym czy małżeństwem, jednak przyszedł czas dorośnięcia do tej decyzji i cieszenia się z niej w 100%.

Tymczasem dzisiaj, dzielę się z Wami jedenastoma rzeczami, które zaskoczyły mnie w tym wyjątkowym stanie jakim jest ciąża. Bo, czy może być coś dziwniejszego niż to, że rośnie w Tobie mały człowieczek?!

IMG_6560s

Dwie kreski wcale nie takie widoczne! 

Dokładnie pamiętam ten sądny dzień, kiedy około godziny 21, siedząc na kibelku zastanawiałam się, czy jest to swego rodzaju fatamorgana, czy też może widzę drugą kreskę, która jest najbardziej nieśmiałą kreską, jaką dane mi było oglądać w swoim życiu. Układając test pod każdym możliwym kątem oraz skacząc rytmicznie na jednej nodze z opuszczonymi spodniami, dotarłam do naszego living roomu, gdzie postanowiłam oddać sprawy w ręce wyroczni XXI wieku. Wpisując w google frazę „druga blada kreska na teście ciążowym”, dostałam w zamian odpowiedź „na 99% jesteś w ciąży”. Jak się później okazało, dodaliśmy do tego jeszcze jeden procent, a mój brzuch obecnie zaczyna żyć własnym życiem.

Nudności wcale nie poranne

Ten kto na temat ciąży i macierzyństwa wiedzę czerpie z filmów (czytaj ja 9 miesięcy temu), z miną profesora dałby się pociąć za stwierdzenie, że jak kobieta jest w ciąży to rzyga rano. Któż z nas nie widział tych kilkudziesięciu scen, kiedy piękna aktorka, tuż po przebudzeniu, leciała pędem do kibelka, aby majestatycznie zwrócić zawartość żołądkową poprzedniego dnia. Na ogół był to także ten moment, w którym podnosiła swoje zdziwione oczyska znad muszli klozetowej, a w jej głowie zachodziło mnóstwo procesów, z których jeden podpowiadał cichutko – „…jesteś w ciąży…”. No cóż, życie to nie film a nudności występują CAŁY boży dzień, nie tylko rano. Oczywiście każda kobieta jest inna i niektóre w ogóle nie mają tej „przyjemności”, ale ja akurat byłam tą szczęśliwą zdobywczynią losu na loterii z hasłem „mdłości”.

Co zatem stało się najgorszym zapachem świata na okres trzech miesięcy? Otwarta lodówka. O tak…to złowieszcze urządzenie, które przez 27 lat mojego życia było źródłem wszelkich przyjemności, na trzy miesiące stało się najgorszym wrogiem. Każde, ale to każde otwarcie lodówki kończyło się odskokiem na pół metra i ostentacyjnym wymachiwaniem rąk na wszystkie strony. Na szczęście znalazłam na to ustrojstwo metodę, po prostu wstrzymując oddech na czas otwarcia lodówki (oraz chwilę po zamknięciu). TADAM! Taki ze mnie geniusz.

NA USG nie od razu człowieczek 

Wróćmy ponownie do tematu wiedzy naukowej czerpanej z produkcji filmowych. Zapewne każdy z nas kojarzy ten moment, gdy wymuskani aktorzy idą pierwszy raz do lekarza, aby na małym ekranie monitora ujrzeć swoje upragnione dziecię, kiedy to piękna Pani doktor smyra świeżo upieczoną mamę po płaskim brzuchu. Oczywiście taki moment jest jak najbardziej możliwy, ale dopiero gdzieś w okolicy 12 tygodnia. Natomiast, gdy Twoja ciąża jest zaplanowana i po trzech dniach od planowanej miesiączki rzucasz się, jak Reksio na szynkę na test ciążowy, to założę się, że nie wytrzymasz zbyt długo i za jakieś parę dni od pozytywnego testu będziesz leżała na kozetce u ginekologa z otaczającą Cię aurą pt. „Jestem w ciąży, prawda?!”.

Tak też było w moim przypadku – do lekarza trafiłam dokładnie w 6 tygodniu ciąży, gdzie na ekranie monitora zobaczyłam…

…puste kółko.

No kurde, gdzie te fanfary? Gdzie ten człowieczek?! Gdzie ta piękna lekarka? Jak się okazało jest na tyle wcześnie, że na monitorze zobaczyłam jedynie (aż?) pęcherzyk ciążowy do którego nie dotarł jeszcze zarodek. Okey… tak to jest jak się ściągało na biologii, bo szczerze mówiąc nie miałam pojęcia, że istnieje coś takiego jak pęcherzyk ciążowy! Byłam przekonana, że na USG zawsze widzi się już zalążek dziecia w postaci zarodka, czy czego tam, a nie jakiś pęcherzyk. Z podkulonym ogonem i wyrokiem od lekarza – „proszę wrócić za 2 tygodnie, zarodek powinien być już dobrze widoczny”, usiadłam przed ekranem monitora, po raz kolejny zwierzając się wujkowi Google ze swoich bolączek. Tym razem stary dziad okazał się zwykłym ch*$em, ponieważ jedną z możliwości jaką mi oferował, była opcja, że zarodek w ogóle może sobie nie dotrzeć do tego pęcherzyka. Nonszalancko jebłam pokrywą od laptopa i jedyne co mi pozostało to kolejne dwa tygodnie w oczekiwaniu.

Moment dotarcia zarodka do macicy – wiem kiedy dokładnie!

Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. W związku z tym, że tak wcześnie poszłam do lekarza miałam okazję zaobserwować dokładny moment w którym zarodek zagnieżdżał się w macicy. Co ciekawe było to dokładnie w tę noc, którą spędziliśmy razem z Adrianem podczas remontu naszego mieszkania (przez 2 tygodnie nie mieszkaliśmy ze sobą). Ja się śmieję, że córa wyczuła tatę i stwierdziła, że to dobry moment na przeprowadzkę do docelowego miejsca zamieszkania. Taki moment można zaobserwować poprzez plamienie implementacyjne (nie będę wchodzić w szczegóły:P) i cieszę się, że miałam możliwość pozyskania tej wiedzy.

Tycie? Wcale nie takie łatwe 

O zgrozo. Moja waga i ciało wchodziły w skład pakietu obaw przed zajściem w ciążę. Mając w głowie, rozbrzmiewające niczym echo, słowa mojej mamy „Ja w ciąży przytyłam 30 kilo!” plus moją przeszłość toczącej się kulki wcinającej Kinder Bueno tonami, byłam pewna, że los nie będzie dla mnie łaskawy w tym aspekcie. Oczami wyobraźni widziałam swoje wielkoformatowe odbicie w lustrze, które było hen hen daleko od pięknych, szczupłych  mamusiek z piłeczką zamiast brzucha. Tymczasem, miesiące mijają, a ja trzymam się całkiem nieźle. Po tych paru miesiącach niedowierzania odkryłam, że w ciąży na prawdę trzeba się postarać aby bardzo dużo przytyć. Oczywiście są zachcianki – szczególnie w drugim trymestrze, gdy mdłości odchodzą w zapomnienie, a apetyt powraca ze zdwojoną siłą, lecz warto po prostu kontrolować, to co wkłada się do buzi i jeść w miarę regularnie. Odkąd jestem w „błogosławionym stanie” jem regularnie małe porcje, co 2 godziny. Dodatkowo staram się jeść śmieciowe jedzenie sporadycznie (np. na wyjściach bądź w weekendy), a w domu mieć zawsze pod ręką awaryjne przekąski, typu orzeszki. Do tej pory nie włożyłam zbyt wielkiego wysiłku w pozostaniu we własnym formacie i okazało się to zdecydowanie dużo łatwiejsze niż myślałam! Staram się jeść w miarę zdrowo, często, bez nakładania sobie zbędnych ograniczeń, których w ciąży przecież i tak jest sporo.

IMG_8829s

Alkohol wcale nie taki pożądany

Ten kto mnie zna wie, że lubiłam sobie gulnąć trochę procentów w dobrym towarzystwie. Piwko, winko, whisky czy co tam chcecie, było z przyjemnością kosztowane przez moje kubki smakowe. Zachodząc w ciąże byłam zatem święcie przekonana, że ten rok będzie istną udręką i swoistym odwykiem alkoholowym, który na zawsze odciśnie piętno na mojej psychice. Tymczasem sprytna natura wiedziała co robi, bo na alko od 9 miesięcy nie mogę patrzeć. Wiadomo, czasem napiłabym się winka przy świecach ze swoim mężem (bardziej w ramach zbudowania atmosfery aniżeli autentycznej chęci nakierowanej na procenty), ale ogólnie rzecz biorąc brak alkoholu nie jest w żaden sposób dla mnie uciążliwy. Obawa wykreślona, rzecz do przeżycia.

Mdlenie – witam (nie)serdecznie 

Kolejnym, tym razem niemiłym zaskoczeniem, okazała się tendencja do mdlenia. Jako osoba, która nigdy nie doświadczyła tego zjawiska byłam w dość ciężkim szoku, gdy pojawiło się po raz pierwszy pod prysznicem. Na szczęście na pokładzie był mój życiowy bohater w postaci męża, który niczym księżniczkę z płonącej wieży, wyciągnął mnie na wpół przytomną z łazienki. Happy end był, aczkolwiek niesmak pozostał. Gorące kąpiele poszły w odstawkę, tak samo jak długie łażenie po galeriach handlowych opatulonym w trzy warstwy swetrów i kurtkę. Przy okazji tego punktu, zrozumiałam także, jak istotne jest przepuszczanie kobiet w ciąży np. w kolejkach. Długie stanie w zatłoczonych i dusznych pomieszczeniach może się skończyć nieprzyjemnie dla przyszłej mamy.

Ciuszki, ciuszki, ciuszki – ja wszystkie Was dziewczynki, kupować chcę!

Ogólnie rzecz biorąc nie należę do osób, które łatwo wpadają w jakieś popieprzone fazy. Nie udostępniłam swojego zdjęcia USG na facebooku, nie jestem fanką instagrama ani tym bardziej „życiowych” cytatów na kolorowych tłach. Jednak to, co mnie zaskoczyło w samej sobie to fascynacja dziecięcymi ciuszkami, która pojawiła się od pierwszego wejrzenia! Mam przeczucie, że przy tym punkcie w grę wkroczył jakiś ciężki arsenał hormonów odpowiedzialnych za tryb „wicie gniazda”. Pomijając jednak kwestię czysto fizjologiczną, kupowanie ciuchów od zawsze kojarzyło mi się z mordęgą i, w większości przypadków, nieudanymi wyprawami myśliwymi. Tymczasem odkąd pojechałam z koleżanką do ciucholandu otworzył się przede mną świat łatwych i prostych zakupów, w których wybieram rzeczy tylko i wyłącznie pod kątem wyglądu, a nie tego czy ktoś będzie prezentował się w nich grubo. A wszyscy dobrze wiemy, że wszystko co małe (no dobra nie wszystko) jest śliczne. Także od niedawna kupowanie ciuchów sprawia mi przyjemność!

Natura – jak w zegarku!

Dużym zaskoczeniem w ciąży była dla mnie sama natura, która z powodzeniem mogłaby nosić na ręku najlepszy, szwajcarski zegarek. Nie wiem w jaki sposób działa ten mechanizm, ale gdy przy każdym, kolejnym tygodniu ciąży pojawiała się jakaś drobna dolegliwość np. problemy ze snem, po wpisaniu w google swoich objawów przecierałam oczy ze zdumienia otrzymując odpowiedź – tak, w x tygodniu możesz mieć problemy ze snem.

Pierwsze trzy miesiące będziesz czuła się jak kupa, ale drugi trymestr będzie zajebisty – wystarczyło, że przekroczyłam próg 4 miesiąca małym palcem u stopy, a nagle wszystkie dolegliwości minęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

W 19 tygodniu możesz zacząć czuć ruchy dziecka – bach słowo się rzekło, kobyła u płotu.

Aż strach pomyśleć co będzie dalej – mam nadzieję, że termin porodu również będzie jak w szwajcarskim zegarku ; )

IMG_7228s

Wszystko co Cię boli/doskwiera/trapi to na bank przez ciąże

Katar, duszności, problemy ze snem, zaćmienie umysłu w postaci braku pamięci, bóle głowy, erotyczne sny (to akurat fajne), krwawienie dziąseł, intensywniejsze owłosienie, spadek temperatury ciała, widoczne żyłki na całym ciele. Gdyby, ktoś kiedyś powiedział mi, że któryś z powyższych objawów jest oznaką bycia w ciąży, puknęłabym się w czoło. A jednak! Ciąża to nie tylko standardowy zestaw – rzyg, duże cycki i płacz. O nie nie, to to jest pakiet standard. Niektórzy mają „przyjemność” skosztować również pakietu rozszerzonego a nawet vipowskiego! I tutaj dochodzę do jednego wniosku. Jeżeli jeszcze raz usłyszę, że ciąża to nie choroba, walnę kogoś kapciem w paszczu. Oczywiście, nie jest to choroba ale czasem samopoczucie ciężarnej jest dużo gorsze niż podczas choroby. Warto o tym pamiętać.

Do noworodka przydałaby się instrukcja obsługi

…która jest przyczepiona do jego lewej stopy i ma przynajmniej 1000 stron. To co mnie zaskoczyło w byciu ciężarną osobą przygotowującą się do posiadania nowego członka rodziny to ogrom wiedzy jaki trzeba sobie przyswoić! W sensie ja to miałam plan prosty i przejrzysty: jakimś cudem wypchnę bobasa ze swojej wadżajny -> bobas jest na świecie -> natura robi swoje -> opiekuję się bobasem. Koniec kropka. Tymczasem, okazało się, że karmienie to wcale nie taka oczywista czynność i można robić ją na milion sposób, jak bobas leży to trza przewracać główkę na jedną i drugą stronę, co by się nie odkształciła, chodziki są złe bo mogą powodować dysfunkcję bioder, smoczek jest ortopedyczny i jakiś tam, dziewczynkę podciera się zawsze od przodu do tyłu. O matko bosko kochano! Oczywiście można sobie odpuścić przyswajanie tej wiedzy i zdać się na naturę (moja prababcia rodziła za stodołą i jakoś dała radę), ale należę do tych osób, które do każdego zadania muszą przygotować się jak najlepiej. Także tego…wiedzy jest ogrom i jeżeli ktoś mi powie, że pierwszy dzień w nowej pracy jest dla niego stresujący to mu odpowiem: Człowieku! Ty będziesz miał szkolenia, regulaminy i BHP, a ja? Miniaturowego człowieka bez instrukcji obsługi.

IMG_7225s

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *